Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwu mężów, stojących przy Nim. Gdy oni się z Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: "Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza". Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: "To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!" W chwili gdy odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie opowiedzieli o tym, co zobaczyli.

 

Współczesny świat wymusza na każdym z nas nerwowy bieg przed siebie. Kiedy się zatrzymujesz, odkrywasz, że zostajesz w tyle. Wszyscy biegną, choć nie zawsze wiedzą po co. Ten bieg nazywa się często „wyścigiem szczurów”, gdyż przypominamy w nim zwierzęta, które biegną, nie wiedząc „dlaczego”, które, by dobiec do mety, zdolne są wygryźć innych. 

W tym kontekście wymownie brzmią słowa Boga, skierowane do Abrahama, który mówi: „Spójrz na niebo i policz gwiazdy” (Rdz 15, 5). Aby spojrzeć w niebo musisz się zatrzymać. Nie da się inaczej, jeśli chcemy się „wylogować” z bezmyślnego tłumu biegnących. Jak czytamy w pierwszym czytaniu, zanim Bóg zachęcił Abrahama, by ten spojrzał w górę, polecił mu wyjść z namiotu, w którym przebywał. Tak to już jest – nie da się spojrzeć w niebo i dostrzec piękna gwiazd i księżyca, mając nad głową płótno namiotu. Namiot, w którym przebywał Abraham, był dla niego schronieniem, jak łono kobiety dla jej nienarodzonego jeszcze dziecka. Mógł się czuć w nim bezpiecznie. Dach nad głową chroni przed deszczem i wiatrem, w dzień również przed upałem i słońcem. Namiot wydziela przestrzeń niezwykle osobistą, jego ściany oddzielają nas od innych, chronią nas przed niechcianym spojrzeniem sąsiadów czy przypadkowych przechodniów, trzymając na „wodzy” nas samych.  

Są jednak chwile, momenty, kiedy należy opuścić ten namiot i wszystko, co niesie ze sobą, co wnosi w nasze życie. Wyjść i spojrzeć w niebo. Nie dla samych gwiazd, nie dla zwykłego estetycznego i sentymentalnego odczucia piękna stworzenia (choć pewnie i to było dla Abrahama ważne). Abraham dostaje zaproszenie od Boga, by spojrzeć w niebo i odkryć w nim prawdę o Bożej miłości, o Jego obecności i w końcu, aby usłyszeć słowo obietnicy, które uwiarygodni wszystko inne. 

Kontemplacja nieba wyzwala w Abrahamie wiarę. Obietnica licznego potomstwa i ziemi sprawia, że żaden „wyścig szczurów” nie jest potrzebny Abrahamowi. Nieważne, jak liczne potomstwo mieli inni, jak wielkie były ich stada, ile mieli namiotów, złotych przedmiotów, drogocennych kamieni. Abraham, który spojrzał w niebo, otrzymał wszystko, czego pragnęło jego serce, otrzymał prawdopodobnie znacznie więcej. 

W drugim czytaniu Paweł napisze wprost do swych współwyznawców: „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie” (Flp 3, 20). O ile Abraham wpatrywał się w niepoliczalną ilość gwiazd, tak chrześcijanie wpatrują się w niebo, wypatrując i wyczekując swojego Zbawiciela, Syna Bożego, którym jest Jezus Chrystus. Abraham otrzymał obietnicę nowej ziemi, my otrzymujemy w obietnicy dar przekształcenia dotychczasowego ciała w ciało chwalebne. I choć brzmi to kosmicznie, taką właśnie otrzymaliśmy obietnicę (Flp 3, 20-21).

I wreszcie, kiedy sięgamy do Ewangelii, czytamy tam o tym, jak z nieba z obłoku odzywa się  głos i słyszymy samego Boga, który zaświadcza o Jezusie  „To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!” (Łuk 9, 35).

Niepotrzebny jest nam żaden ziemski maraton czy wyścig po bliżej nieokreślone zwycięstwo. Druga niedziela Wielkiego Postu zachęca nas, abyśmy opuścili jak Abraham własny „namiot bezpieczeństwa i przyzwyczajeń”,„wylogowali się” ze szczurzego maratonu „po nic” i spojrzeli z wiarą w niebo, dostrzegając w nim nie tylko przepiękne gwiazdy, ale również miejsce naszego przeznaczenia. Wielki Post to czas wsłuchiwania się w głos Boga, to znakomity czas wpatrywania się w przemienione miłością oblicze Syna Bożego, który pyta każdego z nas nie tylko, czy wierzysz we Mnie i czy chcesz być tam, gdzie Ja jestem, ale pyta, czy chcesz być ze Mną tam, gdzie Ja będę, na zawsze? Czy jesteś gotowy? Biegniesz jak szczur do przodu czy wypatrujesz z nadzieją obietnicy Boga?