W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana».

 

Jednym z niezbędnych elementów naszego ludzkiego życia jest umiejętność tworzenia relacji. Potrzebujemy ich jak tlenu. Relacje, a więc spotkania. Obecnie, w dobie pandemii, są one niestety często sprowadzone do rozmów telefonicznych czy wideospotkań. Jednak każdy z nas, myślę, odczuwa niedosyt kontaktów z żywym człowiekiem. Dlaczego to dla nas takie ważne? Nic nie zastąpi przepływu myśli, spojrzeń, gestów, energii, która jest w nas, i związanych z tym niuansów. One sprawiają, że chcemy i pragniemy się spotykać.

Dzisiejszy fragment Ewangelii przedstawia scenę spotkania dwóch kobiet i matek, które gotowe też były na spotkanie z Bogiem. Ta gotowość zaowocowała ich spotkaniem. Wiemy, jak ważny jest dla nas kontakt bezpośredni z drugim człowiekiem, ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest nasza relacja z Bogiem Ojcem?

Warto w te ostatnie dni Adwentu zadać sobie pytanie, czy chcę się spotkać z Bogiem, który staje się dla mnie człowiekiem. Tak bardzo osobiście. Czy czekam? Od udzielonej odpowiedzi w dużej mierze zależy to, jakie będzie nasze świętowanie w te najbliższe dni.