Jezus powiedział do swoich apostołów: «Nie bójcie się ludzi! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie».

 

Często w życiu kieruje nami strach przed ludźmi, przed ich opiniami, osądami. Nie wykonujemy tego, co dyktuje nam serce tylko dlatego, że boimy się zostać uznanymi za „niepoważnych”, „dewotów”, „katolickich fanatyków”, „ludzi oderwanych od rzeczywistości”. I zabijamy w ten sposób w sobie niejednokrotnie spontaniczność w wyznawaniu wiary, jak przeżegnanie się przed posiłkiem w restauracji, uczynienie z potrzeby serca znaku krzyża na ulicy, modlitwę w miejscu publicznym z różańcem w dłoni.

Często przez zbytnie zważanie na zdanie innych zabijamy w sobie naszą zwykłą, codzienną spontaniczność – naturalność uśmiechu do drugiego człowieka, pomocnej dłoni, gdy ktoś potrzebuje wsparcia, beztroski i tańca wtedy, gdy czujemy, że chcemy się radować i tańczyć.

Jezus zaznacza, że nie powinniśmy kierować się strachem przed drugim człowiekiem, ale mamy odważnie przyznawać się do Niego w codziennym życiu, zarówno na sposób religijny, jak i poprzez zwykłe dobre czyny wypływające prosto z serca. Takim działaniem zasłużymy sobie na to, że i On przyzna się do nas przed swoim Ojcem, który jest w niebie.

Piotr