Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: "Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę".

 

Dzisiaj jesteśmy świadkami kolejnej wędrówki Jezusa. Tym razem dociera On do Dekapolu – regionu dziesięciu miast. Co ważne – były to miasta pogańskie, które nie przyjęły judaizmu. Mimo to, okoliczni mieszkańcy mieli nadzieję, że to właśnie Jezus pomoże głuchoniememu. I tak się stało – chory zaczął słyszeć i mówić, a „Effatha” Jezusa skierowane do nieba, świadczy o tym, że uleczony człowiek został otworzony również na inną rzeczywistość – duchową. Jak niesamowita jest moc Jezusa, do której potrzebny jest jedynie nasz niewielki wysiłek. Wystarczy do Niego przyjść – nawet bez wielkiej wiary, bez pełnej świadomości, czego możemy oczekiwać.

Warto zwrócić uwagę na to, że Jezus dokonuje uzdrowienia głuchoniemego nie w centrum uwagi, ale w pewnym odosobnieniu. Co więcej – prosi obecnych, aby nikomu o tym nie wspominali. Po raz kolejny daje sygnał, że to nie z tych widzialnych cudów chce być znany. Nie chce zostać uznany za kolejnego uzdrowiciela. Jest Zbawicielem i to duchowa przemiana człowieka jest dla Niego najważniejsza.

Ania