Jezus im odparł: "Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?" Odpowiedzieli Mu: "Możemy". Lecz Jezus rzekł do nich: "Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane". Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: "Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu".

 

Będąc na miejscu Jakuba i Jana, chcielibyśmy być wysłuchani przez Jezusa. Ale patrząc z naszej perspektywy na ich prośbę – oburzamy się, jak oni mogli o to poprosić? Czyż nie podobnie jest z naszymi prośbami kierowanymi do Boga? Prosimy i oczekujemy wysłuchania, patrząc tylko z naszej perspektywy, a zapominając o perspektywie Boga. Podobnie jak Jakubowi i Janowi, wydaje nam się, że prosimy o coś dobrego. Tylko że Bóg chce dla nas nie tylko tego co dobre, ale przede wszystkim tego co lepsze.

To, w czym możemy naśladować Jakuba i Jana, to szczerość: nie ukrywają swoich pragnień przed Jezusem, ale odsłaniają je przed Nim. Wtedy jest szansa, że Jezus swoim słowem rozjaśni prawdziwe motywacje, ukaże to, czego tak naprawdę pragną wypowiadając swoją prośbę. Dwa tysiące lat po narodzeniu Chrystusa wcale nie jesteśmy pozbawieni takiej szansy, jaką mieli Jakub i Jan. Nadal możemy przed Chrystusem wypowiadać nasze prośby po to, by Słowo Boże odkrywało przed nami nasze wnętrze, nasze rzeczywiste pragnienia.