Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!».

 

Czasem uskarżamy się, że Bóg jest głuchy na nasze wołania albo że o nas zapomniał. Przypowieść, którą Jezus nam dziś opowiada, przyrównuje Boga do siewcy. Rzuca On ziarno łaski. Niestety nie każda gleba jest w stanie to ziarno przyjąć i sprawić, że wyda ono plon. 

Kiedy stajemy się gruntem skalistym, zbyt płytkim lub ciernistym? Na pewno wówczas, gdy jesteśmy zatwardziali w grzechach. Grzech, zwłaszcza ciężki, czyni z nas glebę nieurodzajną i skalistą. Taka gleba jest niewrażliwa na Bożą łaskę. Zatwardziałość w grzechach czyni nas nieczułymi na miłosierdzie Boże. Miłosierdzie może dotrzeć do nawet największych grzeszników, ale tylko wówczas, gdy są oni pokorni i skruszeni. Kiedy jest w nich autentyczne pragnienie zmiany dotychczasowego stylu życia. 

W obliczu Bożego miłosierdzia nie powinniśmy przerażać się tym, że jesteśmy grzeszni. Tym, co powinno nas niepokoić, może być jedynie nasza pycha i niezdolność do tego, aby stanąć przed Bogiem w prawdzie i wyznać przed Nim – w całej pokorze – winy, których się dopuściliśmy.