Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

 

Jedną z ważniejszych trudności, które blokują człowieka w Jego relacji z Bogiem, to różnica w sposobie myślenia. Nie tak widzi Bóg, jak widzi człowiek. Bóg patrzy sercem. Przekonał się o tym choćby Samuel, który otrzymał zadanie namaszczenia jednego z synów Jessego na króla Izraela, przekonywali się o tym i inni. W pewnym sensie komentarzem do tej niełatwej kwestii jest również ewangelia. W Jezusowej przypowieści wyeksponowany jest właściciel winnicy, wychodzący w ciągu dnia na rynek, by zapraszać stojących tam do pracy dla siebie. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie stosowany przez niego sposób wynagrodzenia. Wszystkim równo, bez względu na ilość czasu przepracowanego w winnicy. Właśnie to budziło niesmak pośród zaproszonych do pracy najwcześniej.

Tymczasem ów właściciel chce  być dobrym i czynić ze swoim pracownikami dokładnie to, co zechce, ludzie zaś mierzą jego postępowanie swoimi standardami, które można byłoby zamknąć w słowach, odpowiednie coś za odpowiednie coś. Okazuje się, że hołdowanie tej właśnie życiowej filozofii nie buduje  przyjaźni z Bogiem. Od Niego możemy tylko przyjmować dary i na to trzeba się zgodzić. Niezasłużone obdarowywanie to standard w Królestwie Jezusowym.

Wartość przebywania z Nim jest nie do przecenienia, a Boże pragnienie polega na tym właśnie, by dać wszystkim to, co ma najcenniejszego, „denara zbawienia”. Radością zaś Jego jest to, aby waga tej sprawy pomagała nam się wznieść ponad nasz sposób myślenia. Dobrze jest pogodzić z tymi standardami, inaczej nie będzie się synem czy córką Królestwa, a w Bogu będzie szukać się potwierdzeń własnej niesprawiedliwości. W ten sposób daleko jest się od Królestwa Bożego. W tym także, że Bóg ma prawo być dobrym dla kogo tylko zechce, stanowi podstawę nawrócenia, metanoi. Jest ona przecież zmianą sposobu myślenia i poddaniu się z zaufaniem dobroci Jego Serca. Czym szybciej to zrozumiemy i na to się wewnętrznie zgodzimy, tym szybciej będziemy szczęśliwi, bo ostatecznie w pełni obdarowani szczęściem.

 

Przeczytaj również >>Nie jest dobrze, aby był sam...<< Juliusza Gałkowskiego.