Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

 

Jego życie stanęło na głowie. Usłyszał tylko trzy słowa: „Pójdź za Mną!”. Spotkać Jezusa to znaczy zmienić swoje życie. Chodzi tu o takie spotkanie, które dotyka serca. I to właśnie przeżył celnik Mateusz.

Nam ludziom często plączą się sprawy w życiu. Tak zakrada się diabeł. Namąci, napsuje, zasieje smutek, a my idziemy za nim. On już wiele poplątał, skłócił przyjaźnie, poróżnił rodziny. To nie ja, to on. Czy to moja wina? Takie są nasze odruchy obronne. Tyle mamy rozwiązań, tyle sposobów na każdy problem. A może najpierw trzeba z tym całym naszym bałaganem wejść w kościelną ciszę. Porozmawiać spokojnie o wszystkim z Panem Jezusem. Bo każde spotkanie z Bogiem to wołanie: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”.

Trzeba mieć plan, oczyścić teren, zgromadzić materiał, czyli zacząć od swojego serca. Można to zrobić głośno i z hukiem: Jezu szybko, teraz ja, później nie mogę. Ale można też spokojnie ze znakiem krzyża, nie uciekając od ciszy, w zgodzie ze swym sumieniem. Jeszcze tyle mamy do uporządkowania, do przemodlenia. I nie mówmy, że nas kolana bolą, że ręce już nam opadają. On czyni takie małe cuda – „Pójdź za Mną!”. Chrystus pragnie zabrać nas ze sobą, bo u Niego wszystko jest możliwe. A więc czy była już taka chwila, że życie moje stanęło na głowie, gdy usłyszałem te trzy słowa Jezusa?