Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane. Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.

 

Czy boimy się końca świata? Pewnie tak. Wynika to przede wszystkim z faktu, że lękamy się tego, co nieznane, boimy się cierpienia, bólu, a w ogóle koniec świata ma być totalną zagładą ludzkości. Według pewnego filozofa i matematyka – Nostradamusa, koniec świata miał nastąpić 25 listopada. Jak widać Nostradamus się przeliczył. Na marginesie, nie on pierwszy i nie ostatni.

Jednak w błędzie są ci, którzy uważają, że końca świata nie będzie. Tylko czego to będzie koniec? Proroctwo Pana Jezusa o zburzeniu Jerozolimy spełniło się co do joty. Jest zatem pewne, że zapowiedź Jego ponownego przyjścia w mocy i chwale jest tylko kwestią czasu. Mają mu towarzyszyć wielkie znaki, ale my jako ludzie wierzący mamy nie tylko absolutnie niczego się nie obawiać, ale z radością podnieść głowy i nabrać ducha, bo oto nadchodzi nasze odkupienie! Wtedy nastąpi koniec, ale będzie to koniec cierpienia, łez, wszelkiego smutku! Czyż można oczekiwać piękniejszej chwili?!