Życiorys św. Charbela to niemal „klasyczny”, bo często powtarzający się scenariusz dorastania osób wyniesionych potem na ołtarze. Youssef Makhlouf urodził się jako piąte dziecko w ubogiej, ale za to religijnej i kochającej się rodzinie, mieszkającej w północnym Libanie. Od najmłodszych lat cechowała go głęboka pobożność, jednak kiedy postanowił poświęcić swoje życie Bogu, jego bliscy nie wyrazili na to zgody. On jednak decyduje się na akt nieposłuszeństwa wobec rodziny i wstępuje w wieku 23 lat do maronickiego (Kościół Wschodni uznający zwierzchność papieża) klasztoru w Mayfouk. Po odbyciu tam nowicjatu trafia do mniszej wspólnoty w Annaya, gdzie – wyłączając czas studiów teologicznych – mieszka przez kilkanaście lat. Patronem jego zakonnej drogi staje się antiocheński męczennik z pierwszego wieku, św. Charbel.  

        Życie Makhloufa jest utkane z modlitwy, medytacji nad Pismem świętym, pokuty, postu, ciężkiej pracy. Charbel kocha Eucharystię i adorację Najświętszego Sakramentu, darzy wielką czcią Maryję. Za zgodą swoich przełożonych ostatnie 23 lata ziemskiej wędrówki spędza w górach, w pustelni znajdującej się niedaleko klasztoru. Wierzy – i to bardzo cenna wskazówka dla nas – że receptą na zmianę świata jest własne nawrócenie i zjednoczenie z Bogiem.

       Umiera w samotności 24 grudnia 1898 r.  Bracia, zgodnie z mniszym zwyczajem, pochowali go we wspólnym grobie, bez trumny. Można by przypuszczać, że na tym kończy się historia Charbela, ale jednak nie – w tym momencie następuje coś, co można nazwać „zwrotem akcji”, ponieważ nad miejscem pochówku pojawia się świetlista łuna, która utrzymuje się przez półtora miesiąca, ściągając do klasztoru w Annaya tłumy pobożnych jak i ciekawskich ludzi.

        Na skutek tych wydarzeń mnisi zdecydowali się ekshumować zwłoki Charbela, czemu towarzyszyła specjalna komisja. Okazało się, że ciało świętego było w nienaruszonym stanie, co więcej, przypominało temperaturą i elastycznością ciało żywego człowieka. Zauważono wtedy również, że wydobywa się z niego nie tylko przyjemny zapach, ale także niezidentyfikowana płynna substancja, nazywana dzisiaj olejem św. Charbela. To z jej powodu ciało mnicha ekshumowano jeszcze trzy razy (1950, 1952, 1955 r.). Ciecz przestała się wydzielać w 1965 r., kiedy Charbel został ogłoszony przez papieża Pawła VI błogosławionym (jego kanonizacja odbyła się w 1977 r.).

         Jednak nie tylko sprawa z olejem przyczyniła się do wzrostu popularności i kultu skromnego libańskiego mnicha. Po śmierci Charbela nie zachował się żaden jego wizerunek – nie było go na żadnej fotografii ani malowidle. Zostało jedynie wspomnienie mnicha, chodzącego ze wzrokiem utkwionym w ziemi, ubranego w kaptur mocno opadający na twarz. W 1950 r. do klasztoru w Annaya przyjechało kilku pielgrzymów-zakonników. Kiedy wywołali zrobione przy grobie o. Charbela zdjęcie, okazało się, że na jego pierwszym planie znajduje się postać mnicha, którego nie było wtedy w grupie i nikt kogoś takiego wtedy nie widział. Konsultacje z najstarszymi mieszkańcami klasztoru pozwoliły ustalić, że postać z fotografii to o. Charbel.

        Nie sposób przytoczyć wszystkich historii mówiących o tym, jak skromny za życia mnich przypominał po śmierci o swojej obecności. Jego grób co roku odwiedza ponad cztery miliony pielgrzymów, a niektóre źródła podają, że za wstawiennictwem tego świętego dokonało się nawet ponad dwadzieścia tysięcy cudów. Jednak w tej zadziwiającej „skuteczności” Charbela może kryć się także niebezpieczeństwo, że zaczniemy traktować magicznie zarówno samego mnicha, jak i krążące po całym świecie jego relikwie. Właśnie dlatego warto sięgnąć do tekstu orędzi, które – jak zapewnia otrzymujący je świecki mężczyzna Raymond Nader – zanim zostaną podane publicznie, najpierw są oceniane przez władze kościelne.

         To, co uderza w tych tekstach, to ich esencjonalność i prostota. Możemy znaleźć tam choćby takie słowa: „Człowiek należy do Boga, jest dzieckiem Miłości, a jego prawdziwym domem jest świat Boga”; „Tylko Jezus Chrystus może uwolnić człowieka od wszystkich problemów i zmartwień. Niewolnik nie może uwolnić innego niewolnika”; „Chrześcijaństwo to nie religia czy świątynia, to nie księga ani miejsce czy sposób uwielbienia. Chrześcijaństwo to sama osoba Jezusa Chrystusa”.

        W jednym z orędzi pojawia się zdanie, które chyba zamyka w sobie nie tylko wszystkie inne, ale także tajemnicę duchowej drogi św. Charbela: „Kto nie żyje Ewangelią, nie żyje w ogóle”.

 

  Tekst: Anna Sosnowska