Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Oni jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli na wieś. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”.

 

Wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. Dopiero osobiste spotkanie z Nim przekonuje wątpiące serca apostołów, żyjące dotąd pamięcią straszliwej męki i śmierci Pana.

I nam trudno dzisiaj żyć tak, by być czytelnymi świadkami Zmartwychwstałego.

Co więc robić? Pozwolić Mu spotkać się ze sobą – w Eucharystii, w czytanej i medytowanej Ewangelii, w adoracji Najświętszego Sakramentu, w dobroci i życzliwości drugiego człowieka. I jeśli pozwolimy, by nam się w ten sposób objawił, to podobnie jak apostołowie nie będziemy mogli nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli (Dz 4,13-21) i będziemy głosić wszelkiemu stworzeniu niezmierzoną radość Dobrej Nowiny.