Jezus powiedział do swoich uczniów: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni w moc z wysoka». Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jeruzalem, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

 

Walentina Tiereszkowa podczas swej podróży do Włoch wyznała: „Wszyscy astronauci w ZSRR są komunistami i ateistami. Nikt z nas nie zauważył we wszechświecie ani anioła, ani Boga, ani nieba i nie sądzę również, że nasi koledzy ze Stanów Zjednoczonych ich tam widzieli”. Na pytanie związane z tym twierdzeniem amerykański astronauta Mc Davitt, który jest chrześcijaninem, dał taką odpowiedź: „Wydaje mi się, że nie ma żadnej różnicy między tym, co na dole, a tym, co na górze. Kto tu na ziemi żyje w wewnętrznych związkach z aniołami i z Bogiem, będzie poufale obcował z nimi także u góry. Kto zaś nie odczuwa ich obecności na ziemi, nie doświadczy ich istnienia ani na Księżycu, ani na Marsie”.

Odsuwając na chwilę na bok argumenty wypływające z wiary, można zgodzić się z tezą, że istnienia nieba domagają się sprawiedliwość, tęsknota człowieka za szczęściem wiecznym, miłość Boga. I czy kto chce, czy nie chce, czy jest sceptykiem, komunistą lub ateistą, to rozumując logicznie, musi przyjąć istnienie takiej rzeczywistości ponadziemskiej, jaką jest niebo (Ks. St. Saletnik).

A zatem rzeczywistość nieba rozpoczyna się na ziemi. Niebo przecież już teraz nosimy w sobie. To miejsce, w którym zamieszkuje w nas Pan Bóg. Każdy z nas ma już w sobie, szczególnie od dnia chrztu świętego, swój własny kawałek nieba. I z tego miejsca zaczynamy naszą podróż do nieba. Nie trzeba nam wcale uporczywie wpatrywać się w niebo. Trzeba nam przypatrywać się samym sobie, czy nie zatracamy, nie niszczymy nieba w sobie. Jeśli będziemy czekali na swoje wniebowstąpienie, patrząc tylko w niebo, raczej się nie doczekamy. Mamy wpatrywać się w ziemię i w to, co po sobie zostawiamy, co robimy, bo przez to budujemy swoje i innych niebo.

To niebo, do którego dziś wstąpił Chrystus, jest dopełnieniem Jego ziemskiej misji. To niebo ma być także dopełnieniem misji każdego z nas. Oglądanie Boga twarzą w twarz to największa nagroda nieba. Chrystus, jak mówił śp. ks. Piotr Pawlukiewicz, nikogo na sądzie ostatecznym nie będzie skazywał na piekło czy niebo – ty pójdziesz do nieba, a ty do piekła. On tylko usankcjonuje nasz wybór. Pójdziemy tam, gdzie całe życie szliśmy.

Kto do nieba pragnie iść, musi wziąć codzienny krzyż i z Jezusem iść do celu, tam gdzie doszło świętych wielu…