Jezus, przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: «Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc u Niego to wszystko?» I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: «Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony». I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

 

„Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam?” Oto jak widzą Jezusa mieszkańcy Nazaretu, pośród których dorastał w swojej rodzinie. Ten, który był Synem Bożym, uznany został tylko za syna cieśli, za zwykłego człowieka. Aczkolwiek zdumiewała wszystkich mądrość Jezusa, Jego mowa, znaki i cuda, jakie czynił... Rozum ludzki nie umiał tego pomieścić. Potrzeba było wiary i zaufania, aby rozpoznać w Jezusie z Nazaretu Syna Bożego...

Oto najpokorniejsza rodzina na ziemi, Święta Rodzina, Jezus, cieśla Józef i Maryja. Rodzina żyjąca tak prosto i w ubóstwie ducha, że nawet nikt nie spostrzegł tajemnicy, jaką w sobie kryła. Zupełnie oddana w ręce ojca, żyjąca tylko jego wolą, jego miłością, jego ciszą i milczeniem, jego prostotą i pokojem. Taka zwyczajna, a taka zupełnie inna. Może dlatego tyle stawianych pytań odnośnie do Jezusa, bo przecież rodzice nie wyróżniali się w szczególny sposób. A On – „skądże więc ma to wszystko”? Łaska, która spoczywała na Maryi i Józefie, była zakryta przed ludzkimi oczyma. A jednak mądrość Boża w tej prostej rodzinie ukryła największe skarby, najpiękniejsze perły swojej miłości. 

Obyśmy mogli te perły odkryć, rozpoznać i kontemplować, ucząc się jednocześnie zawierzenia od Maryi, od Józefa, ucząc się kochać, ufać i wierzyć tak jak Oni, a tylko wtedy doświadczymy cudu Bożej miłości. Bo to wiara czyni cuda, a Jezus w swojej pokorze szanuje wolność człowieka i w niczym mu się nie narzuca. Ten, kto wierzy i ufa Jezusowi, posiadł wszystko, posiadł skarb największy.