Już sam wstęp prowadzącej program Diany Rudnik mrozi krew w żyłach. Oto dowiadujemy się, że Watykan jest rozdarty i nie może się otrząsnąć po wyznaniu księdza Krzysztofa Charamsy. Okazuje się, że hierarchowie są ostro podzieleni, co do obecności w Kościele rozwodników i homoseksualistów (sic!).

Watykańska relacja Magdaleny Wolińskiej-Riedi jest nieco bardziej stonowana, ale też zawiera ciekawe kwiatki. Otóż znajdujący się w gronie biskupów konserwatyści, mówią stanowcze “nie” dla ponownego (!) przyjęcia do Kościoła osób, które założyły drugą rodzinę. (Nie zdziwcie się zatem drodzy czytelnicy, jeśli zobaczycie chodzących po domach proboszczów, którzy nieugięcie będą wyszukiwać ludzi, żyjących w niesakramentalnych związkach, celem wykreślenia ich z kartotek parafialnych.) 

Ale na szczęście jest jeszcze papież Franciszek, który wspaniałomyślnie nie zamyka przed nimi drzwi. I kiedy już niemal słyszę przełomowe słowa Ojca Świętego, w których zapowiada tak długo wyczekiwaną na świecie rewolucję w nauczaniu Kościoła, z głośników płyną słowa: “Kościół nie wytyka palcem i nie osądza innych, ale wierny swej matczynej naturze czuje się zobowiązany, aby leczyć zranione pary olejem otwartości i miłosierdzia”. Jak to mówią: Nihil novi sub sole.

Wydźwięk ogólny pokazuje, że oto przed nami pasjonujące starcie dwóch frakcji w gronie biskupów. Papież natomiast, niczym wytrawny arbiter rozsądzi, którzy mają rację. Ci zaściankowi i konserwatywni czy ci postępowi i otwarci. (Boję się pomyśleć, jak wyglądał materiał “Faktów” TVN.) Na koniec wybrzmiewa pełne nadziei pytanie: Czy ten synod będzie punktem zwrotnym w podejściu Kościoła do palących problemów współczesnej rodziny?

Jako żywo przypomniał mi się Piotr Kraśko, który w watykańskim studio TVP, podczas ostatniego konklawe, całkiem serio pytał swoich gości, co musiałoby się wydarzyć, by papieżem nie został kard. Scola. Tak wygląda poziom orientacji w sprawach Kościoła rodzimej elity dziennikarskiej. I nic w tej kwestii do dziś się nie zmieniło. Gdyby zatem ktoś się jeszcze nie otrząsnął, spieszę zapewnić: Tak, tak, oni na prawdę sugerują, że synod ma być narzędziem zmian w nauce Kościoła na temat rodziny!

Jak mawia niezastąpiony Mariusz Max Kolonko, moja ocena tego jest taka: Szatan dobrze wie, co się święci. Nieprzypadkowo właśnie teraz objawił nam się ks. Charamsa. Paradoksalnie to dobry znak, bo każe sądzić, że przed nami ważny czas dla nas, a nieciekawy dla wrogów Kościoła.

Wiadomo, że największe media robią materiał po to, by przede wszystkim się sprzedał. Słupki oglądalności są ważniejsze niż rzetelny przekaz. Stąd można się na prawdę dobrze bawić, oglądając tego typu relacje. Szkoda tylko, że wielu ludzi ma przez to kompletnie wykrzywiony obraz nie tylko Synodu, ale tak naprawdę całego chrześcijaństwa.

A nawet jeżeli prócz chęci zarobku, u podstaw takich materiałów leży jakikolwiek warsztat dziennikarski, to jest on nie tyle szablonowy, co wręcz łopatologicznie kopiujący mechanizmy świata polityki. Bo oto mamy mieć ostry podział na konserwatystów i liberałów wśród biskupów. Zupełnie jak wśród polityków. Zafiksowanie na punkcie ciągłej walki i przerzucania się argumentami posłów, nie skutkuje najlepiej, gdy przychodzi zrobić materiał związany z Kościołem. Tym bardziej, że jeśli na jego forum odbywa się dyskusja, to ma na celu przynieść jakieś dobro, a nie jatkę na sprzedaż. Zastanawiające zresztą, że nigdy nie słychać nazwisk owych otwartych i postępowych biskupów, którzy będą przekonywać papieża do swoich racji.

Kościołowi, a więc nam wszystkim, zależy na dobrej strategii w zwalczaniu problemów rodziny. Zwalczaniu, a nie dopasowywaniu do nich prawa kanonicznego. I choćby nie wiem jak bardzo chciał tego współczesny świat, biskupi nie będą rozmawiać o tym, jak zmienić Dekalog, żeby pewnym mało poważnym ludziom było łatwiej w życiu, ale o tym, jak skutecznie walczyć z grzechem.