Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić». Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: «Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli».

 

Jakaż niewysłowiona radość bije z dzisiejszego Słowa! Uwielbienie Boga Ojca, w które wprowadza nas Jezus Chrystus, Boży Syn, w mocy Ducha Świętego. 

Gdybyśmy w prostocie, bez kalkulacji i oczekiwań potrafili otwierać się na Bożą miłość, płakalibyśmy z radości i zachwytu nad tajemnicami, w których pomimo naszej duchowej ślepoty możemy uczestniczyć.

Czytam i czytam po raz kolejny, i prawdziwe wzruszenie przepełnia moje serce. I choć – jak wszystkim nam w tym trudnym czasie – i mnie nie jest do śmiechu, to jednak pewność, że jestem pod nieustanną, najczulszą, najtroskliwszą i bezwarunkową opieką Trójcy Świętej i Niepokalanej Panienki, pozwala mi z ufnością spoglądać w przyszłość, bo przecież mój kochany Bóg, mój Tatuś już tam jest i obiecuje mi szczęście wieczne.

Duchu Święty, przemieniaj i krusz moje serce, bym pomimo ograniczeń i ludzkiej ułomności pragnęła i dążyła do radości nieba.