Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami: «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami».

 

Fragment Ewangelii, który Kościół daje nam dzisiaj, jest chyba jednym z bardziej znanych, ale jednocześnie trudnych do zrozumienia. Trudnych, bo mówi o innej logice sukcesu, niż tej, którą proponuje nam świat i w której tak łatwo nam się zatracić. To słowo wyraźnie pokazuje, jak bardzo w naszym ludzkim, naznaczonym grzechem myśleniu różnimy się od Boga Trójjedynego.

Bóg mówi nam, gdzie, w jakich postawach znajdziemy prawdziwe szczęście, to które nigdy się nie kończy.

Jakiś czas temu przeczytałam, że szczęście to produkt uboczny miłości. Myślę, że słowa te są bardzo trafne - nie myśleć o szczęściu, ale skupić się na tym, by kochać, by swoją codzienność wypełnić czynną miłością.

Tak postępowała patronka dnia dzisiejszego - św. Jadwiga, król Polski. To, że miała wiele, że po ludzku była najważniejsza w naszym kraju, nie przeszkodziło jej dostrzec, gdzie brakuje miłości. Obyśmy i my dostrzegli, gdzie jej brakuje wokół nas i ...zaczęli kochać.