Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: „Z Egiptu wezwałem Syna mego”. Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma”.

 

Małe dzieci mają w sobie naturalną ciekawość świata, dlatego szukają – nawet do końca nie zdając sobie z tego sprawy i nie wiedząc, czego szukają. Liczy się samo poznanie, któremu towarzyszy szukanie.

Z wiekiem to się zmienia. Nie zawsze chce się nam szukać, chyba że musimy, bo zadane w szkole, bo Rodzice o coś poprosili. Z czasem motywy się zmieniają i często bywa, że głównym z nich są jakieś korzyści materialne. Oczywiście są też tacy, którzy szukają, bo chcą, bo kieruje nimi autentyczne pragnienie znalezienia prawdy. Czy należymy do tych osób?

Herod z dzisiejszej Ewangelii szukał, by zabić, zniszczyć Tego, którego się bał, który mógłby w jego mniemaniu zagrozić jego władzy. Niestety rzeczywistość pokazuje, że i dzisiaj mamy takich ludzi.

Czy jestem człowiekiem w drodze ku prawdzie? Czy autentycznie szukam, by żyć mądrzej, głębiej i z otwartością na drugiego, niezależnie od tego, jak różny jest ode mnie? A może się boję i dlatego nie szukam?

Św. Jan pisał, że ten, kto się boi, nie wydoskonalił się w miłości. Przychodźmy więc do Tego, który jest Miłością, byśmy się już nie bali szukać i kochać.