Jezus mówił do tłumów: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo». Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu». W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

 

Czytając dzisiejsze Słowo, uśmiecham się i myślę, że ta Jezusowa „teologia ziarna” jest mi niezbędna. Bo najczęściej chciałbym już, od razu, natychmiast i to od razu rzeczy wielkie. A przecież ziarno – malutkie nasionko – kiełkuje w ziemi bez wiedzy ogrodnika, w nocy, w dzień. A co więcej, wystarczy jedno małe, żeby potem być pięknym kwiatem, drzewem. 

Dlatego dzisiaj zrobię jedną małą rzecz, rzucę w świat jedno ziarno uśmiechu, dobrego słowa, pięknej muzyki. I zaufam, że ono wyda piękne owoce królestwa Bożego w świecie. 

Jest coś w tym Słowie, co mnie porusza jeszcze bardziej. Skoro Pan Jezus pokazuje nam dzisiaj siłę małego ziarna, to On sam jest tym, który również we mnie dostrzeże małe ziarno dobra. Choćby matka zapomniała o Tobie, On nie zapomni. (Iz 49,15) Choćbyś Ty sam w sobie nie widział nic dobrego, On znajdzie w Tobie jedno ziarno i uczyni je pięknym drzewem, o smakowitych owocach i pięknych kwiatach (Ez 17,24).

I jeszcze na koniec. Jak dobrze, że Pan Jezus mówi w przypowieściach. Prosto, prawdziwie, po naszemu, żebyśmy zrozumieli.