To, co zapowiedziane

Sobota, XV Tydzień Zwykły, rok I, Mt 12,14-21

 

Faryzeusze wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Oto mój Sługa, którego wybrałem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą. 

       Niektóre teksty bardzo pasowały do Jego osoby, jak cytowany w dzisiejszej Ewangelii. Ale pewnie każdy z nas, w końcu jesteśmy chrześcijanami, zgodzi się, że Jezus jest posłany przez Boga. Czy jednak na pewno Jezus jest dla mnie Kimś naprawdę ważnym, wyczekiwanym Synem Bożym? Czy Jego słowa są drogocennymi perłami, bo przecież pochodzą od samego Boga? A może nadal czekam na kogoś? Czy mogę powiedzieć o swoim życiu, postępowaniu, podejmowanych decyzjach tak jak św. Paweł: „teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga ,20)? Ten cytat przychodzi mi do głowy, ponieważ mam go na świeżo z encykliki papieża Franciszka. Przytoczę jeszcze jeden, znajdujący się tuż po nim w Lumen Fidei, który w kontekście dzisiejszej Ewangelii wydaje mi się zachętą dla każdego z nas: „niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach” (Ef 3,17). Panie, zamieszkaj w moim sercu, przez cały dzień bądź Tym, Kogo rady będą mi wskazaniem pośród podejmowanych decyzji, spotkań z ludźmi, przy planowaniu dnia. Abym pytał Ciebie w ciągu dnia: co chcesz, abym teraz zrobił, jak mam się zachować względem danej osoby… Panie Jezu, zamieszkaj w moim sercu!

Fot. sxc.hu