Jezus powiedział do swoich uczniów: «Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».

 

Czy nadzieja, że nie będę sądzony, może powstrzymać mnie przed sądzeniem? Czy ufność, że nie będę potępiony, pohamuje mój zapęd, by potępiać? Czy pragnienie, by ktoś kiedyś odpuścił mi moje błędy, wzbudzi we mnie gotowość i chęć odpuszczania...? A nawet jeśli... – to jaką mam gwarancję, że ta nadzieja nie zawiedzie, że ufność nie okaże się płonna, a pragnienie nie zwiędnie w poczuciu niespełnienia? Wdzięczność i symetria w dawaniu nie mają trwałego mieszkania pośród synów (i córek!) ludzkich. Chyba że brak osądu i potępienia oraz odpuszczenie, o których mówił Jezus, to coś, czego wcale nie od ludzi powinienem oczekiwać... To Ojciec jest miłosierny...

Najczęściej sądzimy – bo czujemy się osądzani, potępiamy – bo doświadczyliśmy potępienia, chowamy urazy – mając poczucie, że ktoś nie dał nam czystej karty. Nie słuchamy, bo nas nie wysłuchano. Nie okazujemy czułości – bo ktoś nas nie przytulił. Nie umiemy kochać – bo nie spotkaliśmy się z Miłością...

To od spotkania z Miłością wszystko się zaczyna...

Ojciec wasz jest miłosierny...