W SERCU KOŚCIOŁA POŚWIĘCONA MIŁOŚCI

       Złożyła swe życie w ofierze za zbawienie dusz i za Kościół. Zmarła w 1897 roku. Została kanonizowana w 1925 roku, a w 1997 roku Jan Paweł II nadał jej tytuł doktora Kościoła.

      Nad wejściem do bazyliki ku czci św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Lisieux wyryto słowa Ewangelii: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. Ta prawda wyznaczała drogę świętości s. Teresy. W swoim pamiętniku Dzieje duszy napisała: „Uznać swoją małość, wszystkiego oczekiwać od dobrego Boga, nie smucić się za bardzo swoimi biedami. W końcu: nie chcieć gromadzić żadnych szczególnych zasług… Zawsze pozostawałam małą i nie znam żadnego innego zajęcia jak to, by zrywać kwiaty miłości i ofiary, i ofiarowywać je dobremu Bogu dla Jego przyjemności”.

      Pod koniec 1894 roku Teresa odkryła swoją drogę świętości, która została nazwana „małą drogą” lub „drogą dziecięctwa duchowego”. Inspirację do tego znalazła w kilku wersetach biblijnych: „Prostaczek niechaj tu przyjdzie” (Prz 9,40); „Najmniejszy doznaje miłosiernego przebaczenia” (Mdr 6,60). Zrozumiała, że wystarczy zrezygnować z własnego wyniesienia i uczynić się całkiem małym, by zostać przygarniętym przez ukochanego Ojca. Dokonać tego można tylko na drodze pokornej miłości. Po odkryciu tej prawdy Teresa wołała z radości: „O Jezu, moja miłości, wreszcie odkryłam moje powołanie. Moim powołaniem jest Miłość! W sercu Kościoła będę Miłością i w ten sposób będę wszystkim”. Uczyła, że nie należy szukać nadzwyczajnych rzeczy, ale wykonywać z miłością to, co zwyczajne, i w ten sposób dążyć do świętości. Umiała zwykłe codzienne obowiązki uczynić wielkimi przez akt ofiarowania wszystkiego z miłości ku Panu Bogu. Powtarzała, że pragnie, aby całe jej życie było miłością. Starała się „kochać Miłość i sprawić, by Miłość była kochana”.

     Uczyła, że nie należy marzyć o czymś nadzwyczajnym, ale wykonywać z miłością to, co zwyczajne. „Gdy nie mogę nic odczuwać, gdy jestem całkiem oschła, niezdolna, aby się modlić, praktykować cnoty, wtedy szukam malutkich okazji, prawdziwie nic nie znaczących czynów, by sprawić Jezusowi radość. Na przykład uśmiech, przyjazne słowo, jeśli wolałabym raczej milczeć albo zrobić markotną minę”. Teresa praktykowała te cnoty, wystrzegając się wzbudzania sobą zainteresowania otoczenia. Prowadziła niepozorne życie, tak że siostry uważały ją aż do ostatnich miesięcy za osobę przeciętną, bez jakichś większych potrzeb duchowych.

       Święta Teresa od Dzieciątka Jezus żyła niezwykłą miłością. Miłością, dla której poświęciła samą siebie. Jej życie było naznaczone od początku cierpieniem. Trudne dzieciństwo przepełnione chorobą nie oddaliło jej jednak, ale przybliżyło do Boga. Od początku swego świadomego życia chciała poświęcić swoje życie i cierpienie Bogu, złożyć je w ofierze i oddać Mu wszystko, co posiada. Cieszyła się z krzyża, który niosła. Wiedziała, że dzięki niemu jest bliżej Boga, może się z Nim zjednoczyć, bo łączy ich cierpienie: „Dziękuję Ci, o mój Boże, za wszystkie łaski, jakimi mnie obdarzyłeś, a szczególnie za to, że mnie przeprowadziłeś przez próbę cierpienia. W dniu ostatecznym z radością będę patrzyła na Ciebie trzymającego berło krzyża; skoro raczyłeś podzielić się ze mną tym drogocennym krzyżem, ufam, że w niebie będę podobna do Ciebie i na moim uwielbionym ciele ujrzę jaśniejące chwałą święte stygmaty Twej męki”. 

       9 czerwca 1895 roku Teresa ofiarowała siebie Bogu – Miłości Miłosiernej. Napisała: „Pragnąc, aby całe moje życie było aktem doskonałej miłości, poświęcam siebie na ofiarę całopalną Twojej miłosiernej miłości, błagając, byś mnie wyniszczał nieustannie, przelewając w mą duszę strumienie nieskończonej czułości, ukryte w Tobie, bym w ten sposób, o mój Boże, stała się męczennicą Twojej miłości”.

       Mówiła, że w niebie będzie się wstawiać za grzesznikami. Planowała wyprosić u Boga wiele łask, które na podobieństwo róż będą spadać na ziemię. Dlatego w ikonografii przedstawiana jest z naręczem róż.

      W krótkim czasie po śmierci stała się jedną z najpopularniejszych świętych, a to za sprawą jej pięknego życia i łask, które na podobieństwo deszczu róż spływają na  zwracających się do Boga za jej wstawiennictwem.

      „Mała droga” św. Teresy powinna być drogą wszystkich czcicieli Serca Jezusowego. Wszystkie swoje czynności możesz przez miłość uczynić wielkimi i zasługującymi.

AKT OFIAROWANIA SIĘ BOGU
– MIŁOŚCI MIŁOSIERNEJ

    O mój Boże! Trójco błogosławiona, pragnę Cię kochać i starać się, by Cię kochano, pracować na chwałę świętego Kościoła, ratując dusze, które przebywają na ziemi, i wybawiając te, które cierpią w czyśćcu. Pragnę wypełniać doskonale Twoją wolę i osiągnąć ten stopień chwały, który przygotowałeś mi w swoim królestwie, jednym słowem, pragnę być świętą; czuję jednak moją słabość i proszę Cię, o mój Boże, Ty bądź moją świętością.

    Skoro mnie aż tak umiłowałeś, że dałeś mi swojego jedynego Syna, by stał się moim Zbawicielem i Oblubieńcem, to nieskończone skarby Jego zasług i do mnie należą, ofiaruję je Tobie z radością, błagając, abyś patrzył na mnie już tylko przez Oblicze Jezusa i przez Jego Serce gorejące miłością.

    Ofiaruję Ci także wszystkie zasługi świętych (którzy są w niebie i na ziemi), ich akty miłości, jak również świętych, aniołów; wreszcie ofiaruję Ci, o Trójco błogosławiona, miłość oraz zasługi Najświętszej Panny, mojej drogiej Matki, przez której ręce składam moją ofiarę, prosząc, by ją Tobie przedłożyła. Jej Boski Syn, mój umiłowany Oblubieniec, powiedział mi za dni swego śmiertelnego życia: „O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje” (J 16,23). Jestem więc pewna, że spełnisz moje pragnienia, o mój Boże. Czuję w mym sercu niezmierzone pragnienia, toteż proszę z ufnością, byś pospieszył zabrać na własność moją duszę (…).

    Chciałabym Cię pocieszyć za niewdzięczność występnych i błagam, odbierz mi wolność czynienia czegokolwiek wbrew Twemu upodobaniu. Jeżeli przez słabość kiedyś upadnę, niechże Twoje Boskie wejrzenie natychmiast oczyści moją duszę, wyniszczając jej wszelkie niedoskonałości, jak ogień, który wszystko przemienia w siebie. 

    Dziękuję Ci, o mój Boże, za wszystkie łaski, jakimi mnie obdarzyłeś, a szczególnie za to, że mnie przeprowadziłeś przez próbę cierpienia.
W dniu ostatecznym z radością będę patrzyła na Ciebie trzymającego berło krzyża; skoro raczyłeś podzielić się ze mną tym drogocennym krzyżem, ufam, że w niebie będę podobna do Ciebie i na moim uwielbionym ciele ujrzę jaśniejące chwałą święte stygmaty Twej męki.

    Mam nadzieję, że po tym ziemskim wygnaniu pójdę radować się z Tobą w ojczyźnie; nie chcę jednak zbierać zasług na niebo, chcę pracować jedynie z miłości ku Tobie, tylko w tym celu, by sprawić Ci radość, pocieszać Twoje Najświętsze Serce i ratować dusze, które będą Cię kochać przez całą wieczność (…).

    Pragnąc, aby całe moje życie było aktem doskonałej miłości, poświęcam siebie na ofiarę całopalną Twojej miłosiernej miłości, błagając, byś mnie wyniszczał nieustannie, przelewając w mą duszę strumienie nieskończonej czułości, ukryte w Tobie, bym w ten sposób, o mój Boże, stała się męczennicą Twojej miłości. 

    Niechaj to męczeństwo przygotuje mnie do stawienia się przed Tobą, a potem przyprawi mnie o śmierć, aby dusza moja mogła bezzwłocznie ulecieć w wieczyste objęcia Twej miłosiernej miłości.

    Pragnę, o mój Umiłowany, z każdym uderzeniem serca niezliczone razy ponawiać tę ofiarę, aż rozproszą się cienie (por. Pnp 4,6) i będę mogła ponawiać wyznanie mej miłości twarzą w twarz w wieczności. Amen.