Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je. Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać".

 

Raz, dwa, trzy ... Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często Bóg troszczy się o nas. Nie zauważamy Jego czynów miłości. Więcej, przeciwstawiamy się temu, co On dla nas czyni. Bóg jednak mimo wszystko ciągle nas kocha. Czy w końcu zauważymy, co On dla nas robi?