Kiedyś na jednym z forów dla mam wywiązała się dyskusja nad stwierdzeniem: „dasz radę”, czy to w stosunku do dziecka, czy rodziców. Większość mam była zgodna, że jest to stwierdzenie, które jednak nie jest czymś pozytywnym i prawdziwym. Przecież czasem możemy nie dać rady, a to nie oznacza z kolei, że jesteśmy gorsi, mniej warci. Porażka zawsze jest wpisana w nasze działania. Ważniejsze jest, jak ją odbierzemy, jak sobie z nią poradzimy, czy wyniesiemy z niej lekcję. 

Wbrew pozorom motywacja, która kiedyś mi się wydawała słuszna, a która wypływała z tego wyrażenia, niestety blokuje nasze działania sprawcze czy decyzyjne. Czujemy presję, że trzeba tak postąpić, a każda słabość, wątpliwość jest oznaką, że może nie chce nam się, że wybieramy prostszą drogę. Czy na pewno?

W macierzyństwie od samego początku chciałam robić wszystko sama, ewentualnie z mężem. Każdą pomoc odczuwałam jako swoją osobistą porażkę lub przytyk. Oczywiście nasi obserwatorzy mogą mieć różne motywy, na to czasami nie mamy wpływu. Jednak znaczna większość naprawdę chce nam szczerze pomóc. Dzisiaj, z perspektywy czasu już łatwiej mi prosić czy przyjąć pomoc. Jednak wymagało to ode mnie przyjęcia, że czasem po prostu nie dajemy rady. I nie oznacza to nic innego, jak to, że po prostu w tym czasie, w tym miejscu nie jestem w stanie czegoś zrobić.

Podjęcie decyzji o odpuszczeniu czegoś, naszej niezgodzie na coś czy zrozumieniu, że teraz nie jestem w stanie czegoś zrobić, nie przychodzi ot tak. Matki muszą bardzo mocno wejrzeć same w siebie. Dziś mówi się dużo o uważności. To nic innego, jak stwierdzenie, w jakim stanie emocjonalnym się w danej chwili znajdujemy i że warto się nad tym po prostu zatrzymać i pomyśleć o nim. Wówczas zastanowić się, jak to na nas wpływa i czy można zrobić coś inaczej, czy czasami warto robić coś ponad nasze siły, czy nie lepiej czasem coś odpuścić, zrobić kiedy indziej. Taki trening wymaga również od nas uznania, że nie jesteśmy robotami. Matki to też ludzie – mają swoje granice, obciążenia, trudne emocje, różne doświadczenia, przekonania i oczekiwania. Nie musimy być perfekcyjne, ważne, byśmy same siebie doceniały, czuły się ważne. Niestety, czasem jest mocno przygnębiające, że na forach czy stronach przeznaczonych dla mam znajdzie się ktoś, kto nas skrytykuje. Zupełnie bezpodstawnie, nie znając do końca okoliczności, w których się aktualnie znajdujemy. To smutne, że kobiety, matki czasami są dla siebie tak bardzo przykre. 

To, że ktoś może jest lepiej zorganizowany, ogarnia dom, pracę, dzieci, męża, powinno nas naprowadzić na nowe tory. Zainspirować, by z czasem stawać się lepszym. Ale nie zawsze o to chodzi, by być lepszą wersją siebie. Jesteśmy, jakie jesteśmy. Zmieniajmy to, co faktycznie robimy źle, co nam przeszkadza lub wyrządza szkodę. Najważniejsze, by siebie spróbować zaakceptować. Poznać swoje możliwości. Macierzyństwo czasem wymaga, by przewartościować swoje życie, cele, ustalić priorytety. To, że czasem coś zmieniamy na rzecz dobra rodziny, nie jest niczym złym. W tym momencie jesteśmy mamami i to nasze najważniejsze zadanie, rola, spełnienie. Za chwilę przyjdzie kolejny etap w naszym życiu. I nie musimy rezygnować z relacji z mężem, przyjaciółmi, same z sobą. Choć mamy czasem prawo na chwilę odpoczynku czy słabości.

Rodzice codziennie borykają się z wieloma decyzjami. Szczególnie na początku rodzicielstwa. Wybieramy między sprzątaniem w czasie drzemki dziecka a snem, bo przecież odczuwamy jego deficyt. Wybieramy między gotowaniem obiadu albo kupieniem słoiczka. Później czasami musimy wybierać pomiędzy powrotem do pracy a urlopem wychowawczym. Przykłady można mnożyć. Jedne decyzje są przyziemne, inne wpływają na naszą przyszłość. Wszystkie są ważne, pomimo że posiadają różny ciężar gatunkowy. Każdy z powyższych wyborów powinien być wyborem rodziców – matki i ojca. I z żadnego wyboru nie powinno się tłumaczyć. Myślę, że rodzice są świadomi pewnych konsekwencji, które idą za naszymi decyzjami. 

Już na koniec, warto być świadomym swoich możliwości oraz ograniczeń i wierzyć w swoją intuicję. Rodzicielstwo wymaga czasem po prostu zapobiegania pewnym brakom, działaniu na przekór różnym przeciwnościom. Czasem czujemy się bezradni, ale to jest przejściowe, ponieważ z dnia na dzień zdobywamy doświadczenie, uczymy się w rodzinie siebie nawzajem. Powiedzieć czasem, że nie musimy dać rady, to może być powód do dumy, bo tym razem zadbaliśmy o siebie, a w konsekwencji o swoje dzieci, małżonków. Trudne, ale wykonalne.