Gdy weszliśmy do Rzymu, pozwolono Pawłowi mieszkać prywatnie razem z żołnierzem, który go pilnował. Po trzech dniach poprosił on do siebie najznakomitszych Żydów. A kiedy się zeszli, mówił do nich: «Nie uczyniłem, bracia, nic przeciwko narodowi lub zwyczajom ojczystym, a jednak wydany zostałem jako więzień: z Jerozolimy w ręce Rzymian, którzy po rozpatrzeniu sprawy chcieli mnie wypuścić, dlatego że nie ma we mnie winy zasługującej na śmierć. Ponieważ jednak Żydzi sprzeciwiali się temu, musiałem odwołać się do cezara – bynajmniej nie w zamiarze oskarżenia w czymkolwiek mojego narodu. Dlatego też zaprosiłem was, aby się z wami zobaczyć i rozmówić, bo dla nadziei Izraela dźwigam te kajdany». Przez całe dwa lata pozostał w wynajętym przez siebie mieszkaniu i przyjmował wszystkich, którzy do niego przychodzili, głosząc królestwo Boże i nauczając o Panu Jezusie Chrystusie zupełnie swobodnie, bez przeszkód.

 

„Niech zatem będzie wam wiadomo, że to ocalenie Bóg skierował teraz do pogan, a oni okażą Mu swoje posłuszeństwo” (Dz 28,28 wg NPD).

Ostanie zdania Dziejów Apostolskich nie pozostawiają złudzeń – dobra wiadomość o ratunku w Chrystusie ma być ogłoszona wszędzie, wszystkim i na wszelki sposób… Dlatego Apostoł Narodów mimo krytycznego spojrzenia i zdystansowanego podejścia społeczności żydowskiej do „stronnictwa nazarejczyków” spotyka się ze wszystkimi, którzy chcą go odwiedzić, i głosi z całą otwartością i bez żadnych przeszkód królestwo Boże.

Na pierwszy rzut oka postępowanie Pawła wydaje się oczywiste, ale próbuję sobie wyobrazić intensywność w częstotliwości tych spotkań i całą paletę poglądów, opinii, zdań i myśli, które widziały światło dzienne w tamtym domu… i zwyczajnie jest mi wstyd za siebie…

I jednocześnie boleśnie przekonuję się (dzięki Bogu!), że racją istnienia Kościoła jest głoszenie Ewangelii, a sensowne życie uczniów Chrystusa (tak – Ciebie i mnie!) polega na otrzymaniu (sic!) mocy Ducha Świętego i stawaniu się każdego dnia autentycznym uczniem Jezusa. Oczywiście pojawią się pytania, co robić i jak to robić, żeby świadectwo było przekonujące, ale to temat na rekolekcje. Dziś liturgia mówi nam w obydwu czytaniach bardzo zwięźle, że po prostu trzeba zacząć, a ponieważ „najtrudniejszy pierwszy krok” – liczę na wzajemność w modlitwie, żebyśmy skupili się na swoim zadaniu (por. J 21,22) i ruszyli śladami Jezusa, który i tak będzie nas wyprzedzał w miłości.