Tak mówi Pan: «Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi ledwo tlejącego się knotka. On rzeczywiście przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy». Tak mówi Pan Bóg, który stworzył i rozpiął niebo, rozpostarł ziemię wraz z jej plonami, dał ludziom na niej dech ożywczy i tchnienie tym, co po niej chodzą. «Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności».

 

Oto mój Sługa (…), wybrany mój (…), nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi ledwo tlejącego się knotka.

Bóg, który ma upodobanie w tym, co wątłe, nadłamane, poniszczone, poniżone… 

W logice świata, który buduje tylko człowiek, nie ma miejsca na tego typu rzeczywistość. Świat patrzy na półkę z napisem de luxe.

Bóg zawsze daje szansę: drugą, trzecią, dziesiątą, tysięczną… przedśmiertną… 

Dzisiejszy świat, na podobieństwo człowieka, działa według zasady: „nowy model”, „wymień na nowe”, „po co się męczyć”. 

Świat – Boga i tylko bez Boga. 

Bez – trzy litery, jak wiele zmienia niewiele…