Gdy Jezus zmartwychwstały ukazał się uczniom nad jeziorem Genezaret, Piotr, obróciwszy się, zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: «Panie, któż jest ten, który Cię zdradzi?». Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: «Panie, a co z tym będzie?». Odpowiedział mu Jezus: «Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego? Ty pójdź za Mną!». Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: «Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego?». Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach, i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać.

 

3 myśli na kanwie zakończenia Ewangelii wg św. Jana...

Pierwsza to ta, że Piotr, który przed chwilą wyznał miłość – lub gotowość miłości – znowu odwraca wzrok od Jezusa. Ten, który przed chwilą po raz trzeci w swym życiu usłyszał "pójdź za Mną" – znowu spogląda za siebie... Oczywiście, można by powiedzieć, że to troska o najmłodszego w gronie Apostołów, że to próba popatrzenia dokoła, poza granice własnej życiowej drogi, własnego powołania... A jednak kryje się w tym ryzyko odwrócenia uwagi od Najważniejszego; niebezpieczeństwo, którego Piotr doświadczył, idąc do Jezusa po wzburzonych falach jeziora.

Druga myśl to ta, że każdy z nas wędruje do Boga swoją niepowtarzalną drogą. Choćby idąc w tandemie wspaniałego małżeństwa, choćby żyjąc w dużej wspólnocie zakonnej. Bóg każdego z nas prowadzi indywidualnie – i nie ma do Niego dwóch takich samych dróg. To powinno leczyć mnie z chęci porównywania, bezmyślnego naśladowania czy zazdrości. „Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego? Ty pójdź za Mną!”

I trzecia myśl... O autorze Czwartej Ewangelii, który w zakończeniu rozdziału 21. ujawnia się jako ten, którego Jezus miłował, który słuchał Jezusowego serca, spoczywając na Jego piersi, który miał odwagę pytać Jezusa... Być może to wskazówka dla wszystkich tych, którzy słyszą wezwanie do głoszenia dziś Ewangelii. Prawdziwa Ewangelia rodzi się tam, gdzie człowiek odkrywa, że jest umiłowany; tylko wtedy, gdy nabiera odwagi, by pytać i nasłuchiwać odpowiedzi; wreszcie tylko w takim wymiarze, w jakim Ewangelia ta jest owocem wsłuchiwania się w Serce – to Serce, „które tak bardzo ludzi ukochało”...