Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą. A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i uznał ich za godnych siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.

 

Czy można w trzech zdaniach powiedzieć wszystko o życiu człowieka? O jego początku, przebiegu i spełnieniu? A czyż nie mamy tego w pierwszych trzech zdaniach czytanych dzisiaj z Księgi Mądrości? Zadziwiające, że są obok siebie. Pierwsze: "Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności". Drugie: "A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą". Trzecie: "A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka" (Mdr 2,23nn).

Podobnie jak powstaje piękny obraz jako wyraz wewnętrznego życia artysty, jego pragnień, uczuć, tak wieczna miłość Boga stworzyła nas. Jedna, niebagatelna różnica w porównaniu działania Boga i ludzkiego artysty. Wzorem obrazu człowieka dla Boga nie było nic zewnętrznego (jak bywa w pracy ziemskiego malarza), ale samo wieczne istnienie Boga miłości. Jesteśmy Jego odbiciem i choć mamy początek w Bogu, nie będziemy mieć końca, ponieważ jesteśmy od Boga. To gwarancja szczęścia człowieka – Stwórca i Jego motywy działania.

Jednak w radości szczęśliwego dziecka pojawiło się zakłócenie, które nie ma źródła w Bogu ani w szczęśliwym dziecku Boga. Zawiść, jakiej doświadczył człowiek i jaką może pomnażać, jest działaniem od zewnątrz i jest dziełem diabła. To coś więcej niż zazdrość. To życzenie i pociągnięcie do zła, czyli takiego stanu, który prezentuje diabeł. Powodem tej zawiści Złego jest utrata z własnej woli stanu dziecięctwa i zazdrość, że ktoś poza nim może taki stan mieć. Diabeł doświadcza wiecznej śmierci, samotności, ponieważ nie chciał mieć nikogo ponad siebie. Takiej wiecznej samotności chce też dla człowieka. Wsącza w nas to, czym sam żyje: pragnienie niezależności, autonomii, samowoli. Chce, byśmy uwierzyli, że sami dla siebie jesteśmy obrazem i wszelkim kryterium, że nie mamy korzeni, początku ani spełnienia w Bogu! Kiedy zbliżamy się do diabła, czy co gorsza "należymy do niego"? Kiedy zaczynamy wątpić w miłość i to wyrażać. Kiedy sami tworzymy normy miłości. Kiedy oskarżamy, zazdrościmy i pomnażamy zawiść względem Boga i ludzi. Kiedy nie chcemy służyć w świecie przepełnionym zawiścią, ale rządzić. Sprytna manipulacja diabelska pomnażająca nasze cierpienie... Jeśli jej ulegniemy, cierpienie pomnoży się o wieczność!

Trzecie zdanie z Księgi Mądrości daje nam wielką nadzieję. Jest jak życie Jezusa. Jezus jest Synem, który nie ma początku ani końca. Jest nie tylko "w ręku Boga", ale w Jego Sercu. W niebie i na ziemi. Pragnie, aby stało się to, co jest pragnieniem Ojca, aby ludzie, nawet ci, którzy żyją zawiścią diabelską, powrócili do prawdy o swoich korzeniach i spełnieniu. Dlatego przychodzi, aby pokazać na nowo niezmienną dobroć Ojca i manipulacje zła.

Jak trudne było głoszenie prawdy Ojca? Jak orka twardej ziemi, jak troska o pogubione, głodne owce. Wymagało poświęcenia i ofiary. Trudna służba dzieciom, które zapomniały, w których obraz Boga i wieczności zostały wykrzywione. Służba tej prawdzie staje się znakiem rozpoznawczym Jego uczniów (por. Łk 17,7-10). Nie możemy spocząć i domagać się nagrody tu na ziemi, dopóki "zawiść diabła" zbiera obfite żniwo w nas i wokół nas. Słudzy nieużyteczni – sami z siebie – jesteśmy. Cała nasza moc z Boga, a wzór działania z Jezusa-Sługi. Dopóki mamy taką postawę, nic nam nie grozi: autonomia, pycha, zawiść... Nic nas nie wyrwie z ręki Boga, jeśli jesteśmy ulegli Jego miłości. Tak ma być do czasu, kiedy ta sama ręka ochroni nas w ostatnim tyglu: cierpienia i śmierci, przytuli nas do swego Serca i otworzy bramy swej wieczności, której służyliśmy i o którą walczyliśmy w sobie i innych.