Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę. Z powodu jej kwiatów, jakby dojrzewającego winogrona, serce me się w niej rozradowało, noga moja wstąpiła na prostą drogę, od młodości mojej idę jej śladami. Nakłoniłem tylko trochę ucha mego, a już ją otrzymałem i znalazłem dla siebie rozległą wiedzę. Postąpiłem w niej, a Temu, który dał mi mądrość, chcę oddać cześć. Postanowiłem bowiem wprowadzić ją w czyn, zapłonąłem gorliwością o dobro i nie doznałem wstydu. Dusza moja walczyła o nią i z całą starannością usiłowałem zachować Prawo. Ręce wyciągałem w górę, a błędy przeciwko niej opłakiwałem. Skierowałem ku niej moją duszę i znalazłem ją dzięki czystości. Z nią od początku zyskałem rozum, dlatego nie będę opuszczony.

 

Wiele razy słyszałem pytania: Jak mam żyć? Co robić? Czym się kierować? Jak zrozumieć, dlaczego takie, a nie inne rzeczy przydarzają mi się w życiu? To pytania o mądrość, która nie oznacza jakiejś rozległej wiedzy, ale umiejętność właściwego rozeznania. Słyszymy dziś, że powinno się jej szukać w modlitwie, u progu świątyni.

Innymi słowy, jeśli nie rozumiesz swojego życia, szukaj tego zrozumienia u Boga. Nie trzeba wiele – wystarczy „nakłonić tylko trochę ucha”. A gdy już zaczniesz słuchać Boga, odmieni się wiele – Twoja noga wstąpi na prostą drogę, zapłoniesz gorliwością o dobro, nie doznasz wstydu, będziesz wyciągał ręce w górę i nie będziesz opuszczony!