Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?». Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano. Na to rzekł Jezus: «Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie». Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.

 

Jesteśmy w Wielkim Tygodniu. Jezus jest dzisiaj w Betanii. Przed tym, co ma nadejść, idzie do przyjaciół. To takie normalne, takie ludzkie. Czy gdyby mógł, przyszedłby do nas? Czy w naszym domu miałby wytchnienie? Czy mógłby się wzmocnić i nie stracić wiary w ludzi? Jezus pozwala na drogocenny gest, który nie wszyscy rozumieją, a niektórzy nawet są nim oburzeni. Czy nas byłoby stać na taki gest? I co byłoby naszym olejkiem, którym obmyjemy nogi Jezusa? Jak wiele jesteśmy w stanie dla Niego ofiarować?

W Liście do zakładnika Antoine de Saint-Exupery napisał: „Dziękuję ci, że akceptujesz mnie takim, jaki jestem. Potrzebuję cię, mój przyjacielu, niczym szczytu, na którym można swobodniej oddychać!”.

Obyśmy w tym tygodniu nie bali się wchodzić na szczyt przyjaźni z Jezusem.