Jezus powiedział do swoich uczniów: «Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie. Bo każdy ogniem będzie posolony. Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak swój utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą».

 

Słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii mogą nas szokować. W pierwszym momencie możemy sądzić, że Jezus nawołuje w nich do tzw. radykalizmu ewangelicznego. Ale czy tak jest naprawdę? Aby dojść do prawdy zawartej w tych słowach, musimy przyjrzeć się, w jakim kontekście sytuacyjnym Jezus je wypowiedział.

W 33. wersecie dziewiątego rozdziału Ewangelii według św. Marka Jezus przybył z uczniami do Kafarnaum. „W drodze posprzeczali się oni między sobą o to, kto z nich jest największy”. Jezus wyłożył im wtedy naukę o tym, że wielkość człowieka polega na byciu ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich, czego On sam dawał przykład. Za wzór takiej osoby Jezus postawił przed oczyma uczniów dziecko, które w kulturze semickiej było pogardzane i wykluczane.

Następnie apostoł Jan, w imieniu uczniów, oznajmił Jezusowi, że widzieli oni kogoś, kto nie chodził z nimi, a mimo to w imię Jezusa miał zdolność wyrzucania złych duchów, więc zabronili mu tego. Jezus jednak nie pochwalił ich za to. Wręcz przeciwnie, stanął po stronie owego człowieka, nie potępił go, nie wykluczył ze swojej miłości, nie odebrał mu możliwości czynienia dobra tylko dlatego, że nie należał formalnie do wspólnoty uczniów. W ten sposób Jezus nie pozwolił uczniom, aby uczynili go kimś mniej godnym od nich samych, kimś niezasługującym na dawanie dobra innym, niezasługującym na nagrodę. Tą nagrodą tak naprawdę jest możliwość obdarowywania miłością innych i jednocześnie przyjmowanie miłości od innych ludzi.
Słowa Jezusa, które czytamy w dzisiejszej Ewangelii, zostały wypowiedziane przez Niego właśnie tuż po tym: „Kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych (…)”. Oryginalna wersja tego zdania w Ewangelii według św. Marka zawiera jednak następujący zapis: „A kto by zgorszył jednego z tych małych (…)” (por. także Łk 17, 1–2). Słowo „zgorszyć” z greckiego można przetłumaczyć jako: zrażać, obrażać, gorszyć, prowadzić do obrazy. Nie chodzi tu więc o wymiar moralny naszych czynów, które mogą zgorszyć naszych braci, czyli doprowadzić ich do grzechu. Chodzi raczej o to, że możemy ich traktować jako „gorszych” od siebie, niegodnych i pozbawionych naszej miłości, niejako wykluczonych. Naszym postępowaniem i osądem możemy im dać do zrozumienia, że uważamy ich za złych, niezdolnych do czynienia dobra. W ten sposób ich „gorszymy”, czyli czynimy „gorszymi”.

Czyż nie mamy takiego doświadczenia w życiu? Tylko miłość okazana drugiemu człowiekowi jest w stanie uczynić go lepszym, dobrym, podnieść go z największego upadku. Ludzkie upadki najczęściej są efektem tego, że ktoś uczynił człowieka „gorszym”, uznał go za niezdolnego do miłości lub niegodnego miłości… i on w to uwierzył…