Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!».

 

Co możemy zrobić, abyśmy byli żyzną glebą, która, gdy tylko ziarno Bożego Słowa w nią wpada, przynosi plon?

Jezus opowiedział „Przypowieść o siewcy”, gdy wokół niego zebrały się tłumy. Zapewne wyczuł, że wielu z tych ludzi, którzy przyszli, odejdzie bezowocnie, gdyż ich nastawienie nie było właściwe. Niektórzy szukali sensacji, inni jakichś cudów. Ktoś chciał posłuchać mistrza, który pięknie mówił. Ale nie byli gotowi na zmianę życia. Gdy przychodzimy na Eucharystię, to przybywamy na wydarzenie najwyższej rangi. Spotykamy na nim żywego, choć obecnego pod postaciami chleba i wina, Syna Bożego. Tak samo jak ludzie, którzy nad brzegiem jeziora spotykali się z Jezusem. Ale czy wychodzimy z Eucharystii dotknięci łaską Bożą? Wypełnieni na tyle Bogiem, aby nasze życie stało się inne? O glebę, aby była żyzna, trzeba dbać. Użyźniać ją, podlewać, usuwać chwasty. Regularne życie sakramentalne (spowiedź, komunia św.), modlitwa, lektura Słowa Bożego, pielgrzymki, rekolekcje – to wszystko służy użyźnianiu naszej duchowej gleby. Wtedy też spotkanie z Jezusem na Eucharystii nabiera nowej świeżości. Staje się wydarzeniem zbawczym, momentem przemiany serca, wylaniem Ducha Świętego.