Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

 

Jezus ujrzał człowieka. Te słowa mocno poruszyły moje serce. Przyzwyczailiśmy się do spoglądania na innych. Ile razy nasze patrzenie jest bardzo płytkie, a nawet czasami okraszone grzechem. Co dostrzegam, gdy spoglądam? To ważne, bo powinienem przede wszystkim bardziej zapytać – kogo obserwuję? Owocem mojego wejrzenia może być pojawiająca się ocena, osąd czy nawet odrzucenie tej osoby. Jak on – ona wygląda, idzie, pachnie i jeszcze wiele innych pojawiających się stwierdzeń. Określamy człowieka zwykłe słabo znając jego życie, problemy, trudności. A tak naprawdę, to wszystko o mnie i o drugim wie tylko Bóg. Ważne słowo – wszystko, czyli cała historia życia człowieka kształtuje jego zachowania, postawy, ubiór itd.

Co sprawiło, że Mateusz został celnikiem? Dlaczego wykonując swoje obowiązki, oszukuje? Chęć zdobywania władzy i materialnego prestiżu kusiła go perspektywą ogólnego szacunku i zaszczytów. Może warto poznać Mateusza bliżej? Spojrzeć w jego dzieciństwo, czas dorastania, czy pierwsze lata dorosłego życia. Pewnie warto by prześledzić wszystkie jego rozmowy i marzenia. Chwile trudne i bolesne, których pewnie nikomu nie brakuje. I wtenczas dopiero moglibyśmy powiedzieć, co się wydarzyło w jego dotychczasowym życiu. Jednakże to wielki trud poznawania tych, na których spoglądamy. A nam tak często brakuje czasu i idziemy na skróty: widzę, wiem i oceniam.

Jezus u Mateusza ujrzał to wszystko, co często przed nami jest zakryte. Ujrzał prawdę o nim i powiedział: chcę chodzić w Twoim towarzystwie. Być obok ciebie przy stole. Jezusowi nie zależało na układach towarzyskich, ale na cierpiącym człowieku. W tym spojrzeniu przed Jezusem stanęło całe udręczenie Mateusza grzechem. Inni chyba, pomimo pogardy, trochę mu zazdrościli tego grzechu przywłaszczenia tego, co niesłusznie posiadał. Tak czasami bywa: jedna połowa serca potępia grzech brata, a druga zazdrości, mówiąc: udało mu się to czy tamto.

Spojrzenie Jezusa zawsze nacechowane jest miłosierdziem, a nigdy pogardą. Czasami osoby, które spowiadam, w momencie rozgrzeszenia doświadczają spoczynku w Duchu Świętym. Gdy wstają, w ich oczach zawsze dostrzegam zachwyt wobec doświadczenia Miłości Boga.

Jak pięknie byłoby spoglądać na ludzi wejrzeniem pełnym miłości.