Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi". A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.

 

Każdy z nas chce być dostrzeżony. Chce zaistnieć w życiu innych, w życiu społecznym czy zawodowym. Jednak w dzisiejszych czasach sposób, w jaki się to dokonuje, często nie uszczęśliwia nas, ale rodzi frustrację i przekonanie, że tylko kosztem innych można być na fali.

Jezus potrafił dostrzec, niejako wyłowić z tłumu każdego człowieka. Dzisiejszy fragment Ewangelii mówi o tym, jak Jezus ujrzał pierwszych apostołów. Ujrzał każdego oddzielnie i dostrzegł pragnienie serca, patrząc ponad to, co zewnętrzne. Zapewne spojrzał każdemu w oczy i to tak, że żaden z nich się nie bał, nie wstydził, nie peszył, ale poczuł się dostrzeżony jak nigdy dotąd. Jezus nie skupił się na tym, co powierzchowne, ale ujrzał to, co mógł dostrzec tylko Bóg.

Dajmy się ujrzeć. Dajmy szansę Bogu, by mógł spojrzeć na każdego z nas niezależnie od naszej kondycji, niezależnie od tego, jak się czujemy i co o sobie myślimy. Każdy z nas potrzebuje spojrzenia miłości, w którym odpocznie, nabierze sił, odzyska poczucie sensu i własnej wartości. Poza tym przebywanie razem jest szansą na bliższe poznanie