Pan rzekł do Mojżesza: «Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko zawrócili z drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca odlanego z metalu, i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: „Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”». I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: «Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Pozwól Mi, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem». Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: «Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: „Uczynię potomstwo wasze tak licznym jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki”». Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

 

Czasem, żeby coś się w naszym życiu zmieniło, musimy usłyszeć od Boga „dość!”. Dlaczego? – bo inaczej dalej będziemy tkwić w naszych osobistych kultach bałwochwalczych. W jakich? – np. w bezkrytycznym uwielbieniu dzieci, którym zabierzemy doświadczenie ponoszenia konsekwencji za dokonane wybory, wiecznie ratując ich skórę, w bezrozumnym oddaniu się pracy, w której rywalizacja zatłucze jakiekolwiek odruchy człowieczeństwa. W skrajnie emocjonalnej religijności, która nie uznaje szczerej, choć tradycyjnej wiary, w której nie ma wznoszenia rąk podczas modlitwy, nie ma modlitwy językami i nie ma zasypiania w Duchy Świętym. I wreszcie osobistym kultem bałwochwalczym może się stać Bóg – Bóg zawłaszczony i ograniczony w miłości jedynie do mnie; Bóg, któremu zabraniam kochać wszystkich.

Kiedy więc Bóg mówi mi „dość!”, rozpoczyna się moje nawrócenie.