Jezus powiedział do tłumów: „Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”.

 

Myślę, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo słuchać, przynajmniej tego, co wymaga od nas koncentracji, zrozumienia. Słuchać, by usłyszeć. I to na tyle, by  nasze serce i wola zostały poruszone. W dobie zalewania nas najróżniejszymi dźwiękami nie jest to proste. Słuchać, by usłyszeć to, czego chce nadawca. Często zdarza się, że słuch bywa wybiórczy i słyszymy to, co chcemy usłyszeć.

Czy stać nas, by usłyszeć to, czego chce Jezus? Czy jest w nas gotowość, odwaga, ale i pokora, by tym, co usłyszymy, żyć?

Obyśmy nie byli odporni na to Jedyne Słowo...