Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

 

Nie posiada żadnych kolców ani włosków. W dotyku może okazać się nawet dość przyjemny – mowa o barszczu Sosnowskiego. Jednak odrobina jego soku może stać się bardzo niebezpieczna dla zdrowia, a nawet życia. Lepiej tę bylinę obchodzić z daleka. Podobnie jest w sytuacji, gdy człowiek próbuje dotknąć się ognia – on poparzy.

Całkiem inne jest dotknięcie się Jezusa. Ono uzdrawia! Nie jest to żadna magia. Jezus jest życiem, a kontakt z Nim przywraca człowiekowi zdrowie. Dotknięcie się Jezusa z mocną nadzieją oznacza wiarę, która zbawia. Tłum, który tak licznie gromadził się przy Jezusie, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Pragnijmy jak najczęściej dotykać się Jezusa, aby móc zostać uzdrowionymi i wyleczonymi. Jego nie musisz się obawiać, bo On nikomu krzywdy nie zrobi.