Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salomona; Salomon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse był ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego. Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń.

 

Nie zrażajmy się pozorną monotonią dzisiejszego fragmentu Ewangelii. Rodowód Jezusa Chrystusa zawarty na początku ewangelicznego zapisu według św. Mateusza jest nam potrzebny. Chodzi w nim o to, abyśmy zrozumieli działanie Boga w historii ludzkości i losach każdego pojedynczego człowieka. Jezus nie pojawił się „znikąd”, choć mógł to uczynić. Ojciec wpisał swojego Syna w ziemskie losy konkretnego narodu. Nadał mu określoną tożsamość. Miał on według ciała stać się jego częścią, dzielić jego losy, aby go ostatecznie wykupić z niewoli grzechu.

Gdy Bóg wybiera kogoś do pełnienia określonej misji, nie pozbawia go jego tożsamości. Nie wymazuje jego DNA. Nosimy w sobie dzieje konkretnego narodu, wspólnoty i rodziny. Nikt z nas nie może wymazać miejsca, gdzie się urodził, zmienić koloru skóry, jaki otrzymał, czy zapomnieć o własnych rodzicach. Źle się dzieje, gdy ktoś próbuje wyprzeć się własnego pochodzenia.

Jesteśmy zaproszeni przez Boga do duchowego zaadoptowania naszej przeszłości i naszych korzeni. Nie możemy na siłę próbować zapomnieć o tym, co kiedyś przeżyliśmy. Nawet jeśli nasze doświadczenia związane z przeszłością były złe, nie wymażemy ich zupełnie z pamięci. To, co możemy uczynić, to zaprosić Jezusa w tamte wydarzenia. Dla Niego nie ma barier czasowych czy geograficznych. Powierzajmy Bożemu Miłosierdziu naszych przodków, módlmy się za tych, którzy wyrządzili nam krzywdę. Uzdrawiajmy nasze duchowe DNA przez modlitwę.

Boże Narodzenie to święta rodzinne. Być może spotkamy się przy stole z kimś, kto nas kiedyś zranił. Może jesteśmy już pełni obaw na myśl o tym spotkaniu. A zatem już teraz, kiedy do wigilijnego wieczerzy mamy jeszcze tydzień, przygotujmy się na nią poprzez modlitwę. Przedstawmy Jezusowi tę osobę, albo trudną sytuację, jaką kiedyś przeżyliśmy w związku z nią. Prośmy Zbawiciela, aby dał nam zdolność, by w tym roku, przy świątecznym stole, nasze serce zostało uzdrowione z ran przeszłości.