Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.

 


      Mimo spektakularnych uzdrowień znajdują się tacy, którzy powątpiewają w Boską moc Pana Jezusa. Nie widzą cudu uzdrowienia w beznadziejnym przypadku, nie zachwycają się tym cudem, nie wielbią Pana za Jego dobroć, ale domagają się dowodów większych, niż sam cud; chcą, by Bóg dał im znak z nieba, to wtedy uwierzą. Gdy nie otrzymują tego znaku, posądzają Jezusa, że mocą Złego wyrzuca złe duchy.

        A gdzie wdzięczność, radość i zdumienie na widok uzdrowienia? Podziwiam cierpliwość Pana Jezusa, gdy tłumaczy tym kontestującym Jego cuda, dlaczego nie można uzdrawiać mocą Belzebuba... A my? Widzimy tyle cudów, a mówimy - przypadek, zbieg okoliczności, szczęśliwy traf... Co się jeszcze musi wydarzyć, byśmy przejrzeli? Byśmy uwierzyli?


Inne komentarze Eli i Benka