Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.

 

Czytając Ewangelię, można znaleźć sporo fragmentów mówiących o tym, że Jezus kochał Jana. Ale czy to znaczy, że pozostałych nie darzył zbytnią sympatią? Wręcz przeciwnie! Przez swoje narodzenie stał się bliski każdemu z nas. Pragnie nawiązać z nami bliską relację – z każdym z osobna! Nie traktuje nas jak nieokreślonej masy.

Wzywa mnie po imieniu, zna mnie osobiście, kocha mnie osobiście, narodził się dla mnie osobiście! Ta świadomość napełnia mnie nieopisaną radością. Ale również rodzi we mnie poczucie zobowiązania. Jak odwzajemniam Jego przyjaźń? To przecież działa w obydwie strony. Czy uważam siebie za przyjaciela Jezusowego?

Panie, proszę, nie pozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie.