Słyszymy czasem opinie, że rodzice, a może bardziej ojcowie, kupują zabawki po to, by sami się nimi bawić. Jest pewnie w tym ziarno prawdy, ponieważ macierzyństwo, czy w ogóle rodzicielstwo, jest takim powrotem do lat dzieciństwa. Nie tyle ze względu na wspomniane zabawki naszych dzieci, ale przede wszystkim częściej rozmyślamy o swoim dzieciństwie. Zdarza nam się porównywać je z dzieciństwem naszych dzieci. Czasem z łezką w oku wspominamy szczęśliwe momenty i wiemy, że niektórych rzeczy nasze dzieci już nie doświadczą. Widzimy pewne pokoleniowe różnice, postrzeganie różnych spraw, podejście do dyscypliny, możliwości finansowe i w ogóle dostęp do różnych form aktywności.

Od narodzin naszych dzieci my również wraz z ich rozwojem rozwijamy się jako rodzice. Szczerze mówiąc, nikt z nas nie został w stu procentach do tej roli przygotowany. Owszem, zostaliśmy wychowani przez rodziców, później szkołę, środowisko i to wszystko ma wpływ na nasze podejście do wielu spraw związanych z macierzyństwem. Wiele słyszałam jako mama, ile się w moim życiu zmieni, z ilu rzeczy będę musiała zrezygnować. Myślę, że każda z nas po części była tego świadoma, jednak bardzo mnie zasmuca fakt, że zamiast dodawać otuchy młodym mamom, wszem wobec stara się wprowadzić jakąś napiętą atmosferę. 

Tak naprawdę zyskujemy o wiele więcej. Przede wszystkim po raz drugi możemy doświadczyć swojego dzieciństwa. Z tą różnicą, że tym razem mamy na nie większy wpływ. Mamy większą świadomość błędów, tego, co nas bolało, czego byśmy chcieli uniknąć, a co można poprawić i jak odpowiedzialnie uczyć nasze dzieci stawiania czoła trudnościom. One niestety zawsze się pojawią.

Zainteresowania przedszkolaka zmieniają się dość szybko, ale kiedy już coś polubi, potrafi do znudzenia o tym opowiadać. Nam, rodzicom, czasem brakuje cierpliwości do nowych pasji naszych dzieci. Z drugiej strony często okazuje się, że lubiliśmy podobne rzeczy. Łatwiej nam się zaangażować w pasje dziecka, odkrywać na nowo swoje zainteresowania i, jak się nierzadko okazywało, dowiadywać się czegoś jeszcze nowszego. Dla mnie towarzyszenie mojemu synkowi w pasji – najpierw w piosenkach i fascynacji muzyką, później w Psim Patrolu, dinozaurach, przez roboty aż do kosmosu – jest niezwykle ciekawą przygodą. Nigdy wcześniej nie myślałam, że sama tak się tym wszystkim zainteresuję. Razem oglądamy filmy, książeczki z bajkami na dobranoc zastąpiły encyklopedie dinozaurów, razem zbieraliśmy figurki. 

Tak na marginesie, jestem pełna podziwu dla twórców różnych gadżetów, ubrań, w zasadzie wszystkiego, co można dzieciom w ich ulubionym temacie wyprodukować, i rzecz jasna na tym zarobić. Cała ta otoczka może napędzać jeszcze bardziej zainteresowania dzieci. Czasem wydają się one chwilowe, bo już zauważam wpływy rówieśników na zainteresowania syna. Choć często tak jest, że te pierwsze pasje mogą się okazać drogowskazem dla nas, rodziców, w jakim kierunku podążać będzie nasze dziecko. 

Może okazać się i tak, że nie zawsze coś, co zaprząta nasze dziecko, nam się podoba. Myślę, że dobrze jest zaakceptować fakt, że coś mu się podoba. Nie ograniczać jego ciekawości. Zależy nam przecież, by dziecko miało pasję i chęć odkrywania świata. To jest właśnie czas, by mu w tym wszystkim towarzyszyć, okazać swoje zainteresowanie, pozwolić, by dziecko nas czegoś nauczyło. Przeczytałam w jednym z poradników, że dziecko do ósmego roku życia pragnie uczestniczyć aktywnie we wszystkim ze swoimi rodzicami, później powoli nasze towarzystwo wypierane jest przez rówieśników. To rzecz zupełnie naturalna, a więc była to dla mnie wskazówka, że nie wolno tego czasu zmarnować i dać się ponieść dziecięcej fantazji i wyobraźni.

Zawsze trzeba mieć na uwadze potrzeby dziecka. Lubiłam to zainteresowanie mojego syna dinozaurami. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak dziecko kaleczące jeszcze język w podstawowych słowach, potrafiło używać iście naukowych nazw. Ostatnio zauważyłam, że jego zainteresowanie nieco osłabło na rzecz układu słonecznego i kiedy nie podjął mojej zachęty do zabawy z dinozaurami, powiedział mi bardzo stanowczo, że chwilowo, cytuję: „nie ciekawię się już dinozaurami”. Trochę wywołało to u mnie uśmiech na twarzy i, nie ukrywam, nieco było mi żal. Aczkolwiek szanuję jego decyzję i chcę pomóc mu zgłębiać wiedzę o kosmosie. Motywowanie dziecka nie może zamienić się w tresurę. Nie powinno się przymuszać, ponieważ coś, co miało go nie tylko uczyć, ale i bawić, z przyjemności staje się obowiązkiem. 

Podobnie jest, kiedy nasze dziecko ma do wszystkiego słomiany zapał. Może to nie jest tak, że nic go nie interesuje, tylko może brakuje mu towarzyszenia rodziców i ich dopingu. Rozumiem rodziców, którzy bezradnie rozkładają ręce, kiedy dziecko czasem histerią reaguje na dodatkowe zajęcia, a czasem na odwrót, nie może się ich doczekać. Trudno rozeznać rodzicom, czego tak naprawdę ich dzieci pragną, a nasze możliwości czasowe, finansowe i organizacyjne są ograniczone i najprościej nam wtedy odpuścić, zrezygnować. Trudno mi się też na ten temat wypowiadać, ponieważ jeszcze mnie nie dotyczy. Jednak ze swojego doświadczenia dziecięcego wiem, że dobrze jest posłuchać wątpliwości dzieci, co im się nie podoba i jak można pomóc. Często to, co jest problemem nie do rozwiązania dla dziecka, dla rodziców jest czymś niepotrzebującym wielu nakładów czasu, pracy czy pieniędzy.

Nie ukrywam, że czasem myślę już o dodatkowych zajęciach dla moich dzieci, bardziej synka. Ma już cztery lata i na niektóre zajęcia, jak gra na instrumencie czy sport, to już najlepsza pora, bądź za chwilę będzie, by je zacząć. Oczywiście staram się wsłuchiwać w jego zainteresowania i przesiać je przez sito tego, co jest faktycznie jego hobby, a co jedynie chwilową fascynacją. 

Słucham innych mam w tej materii, widzę poświęcenie rodziców, by sprostać oczekiwaniom swoich dzieci. Zastanawiam się nad tym, czy my również będziemy umieli zorientować się, kiedy jest najlepszy moment na naukę nowych umiejętności, a przede wszystkim, co zrobić, by synek czuł nasze wsparcie i to, że coś zyskuje, a nie traci. Zdarza się, że rodzice pragną, by dzieci po nich odziedziczyły pasje czy hobby. Często tak się dzieje, przy dobrej motywacji. Jednak najgorzej, kiedy dzieci zmuszane są do realizacji niespełnionych ambicji rodziców.

Powtarzając za klasykiem – zawsze warto rozmawiać. Szczera rozmowa z dzieckiem jest najlepszym lekarstwem na konflikty, ale przede wszystkim, dajemy dzieciom sygnał, że chcemy uczestniczyć w ich dzieciństwie, ale też poczuć się jeszcze raz dziećmi. Warto z tego korzystać, bo czas płynie.