Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: "W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem”. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani się z ludźmi nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”. I Pan dodał: "Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?".

 

Liturgia słowa przedstawia nam dziś modlących się: Mojżesza, który wychodzi na górę, aby się modlić, oraz kobietę, która natarczywie prosi sędziego, żeby wziął ją w obronę. I Mojżesza z pierwszego czytania, i kobietę z Ewangelii łączy jedna wspólna cecha, a mianowicie: trudności. Naród jest w trudnościach, ponieważ ma stoczyć walkę z Amalekitami. Przychodzą ludzie do Mojżesza i mówią: Wojna będzie! A co mówi głównodowodzący Mojżesz? Wybierz sobie mężów – Jozue – i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. A ja stanę na szczycie góry z laską w ręku. Jakie mogło być zdziwienie Jozuego. Mojżeszu, co ty? Wojna będzie, walka, ty masz nam przewodzić, pójść z nami, do walki, gdzieś się wycofujesz? Modlić się? Teraz trzeba działać. Teraz trzeba z wrogiem walczyć!

Wyobraźmy sobie taką sytuację:

Żona przychodzi do domu i mówi:

- Mężu, straciłam pracę.

Mąż bierze kurtkę, a żona pyta:

- Gdzie idziesz?

A mąż:

- Do kościoła, żeby się modlić. Idę na Mszę Świętą.

- Co ty, zwariowałeś? Musimy się zastanowić, co zrobić…

Jak reagujemy, kiedy spotykamy trudności? Zastanówmy się przez chwilę. Spotyka Cię trudna sytuacja, przeciwnik, wróg, choroba, cierpienie. Jaka jest pierwsza reakcja? Zwrócić się do Pana Boga czy wojna? Czy widzę, że Bóg ma lepsze rozwiązanie moich problemów niż ja sam?

Dziś podstawowym problemem wielu ludzi jest to, że próbują sobie w życiu radzić sami. Sami, bez Pana Boga. To fundamentalny grzech, grzech pychy. Zobaczmy z drugiej strony, jak wielu ludzi choroba czy cierpienie zbliżyły do Pana Boga. Trudne sytuacje uczą nas tego, co w życiu najważniejsze.

Podobnie dzisiejsza Ewangelia i kobieta, która natarczywie prosiła sędziego. Ten sędzia był człowiekiem bezbożnym, egoistą. Pomógł jej, bo już miał dość jej naprzykrzania się.

A Bóg? Czy tym bardziej nie weźmie w obronę tych, którzy do Niego wołają? Bóg czeka, abyśmy zaczynali zawsze od Niego. Do Niego przychodzili z naszymi problemami, do Niego się modlili. A jeśli się o coś modlimy i nie otrzymujemy tego, to tylko dlatego, że Pan Bóg wie, że to może przynieść nam zgubę. Pan Bóg wie lepiej. A może chce nam dać o wiele większe rzeczy niż te, o które prosimy.