Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko? I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa.

 

Poczucie odrzucenia. Myślę, że dość często nam ono w życiu towarzyszy. Szczerze pragniesz dobra kogoś bliskiego, starasz się, by to zrozumiał, a jednak spotykasz się z odrzuceniem. A ilu jest dzisiaj pseudochrześcijan, którzy dawno odrzucili wszystkie, bądź niektóre (te „niewygodne”) przykazania Dekalogu? Padają argumenty: czasy się zmieniły..., dzisiaj nie da się tak żyć etc. 

Skutki odrzucenia miłości Boga są tragiczne: „niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa”. Przyjrzyjmy się z uwagą  opisanym wydarzeniom. Jezus udaje się do rodzinnego miasta. Nie wiemy do końca, o jakie miasto chodzi, gdyż nie pada jego nazwa. Orygenes wysuwa wniosek, że może to być Nazaret bądź Betlejem. Za tym pierwszym przemawia fakt, że Jezus tam się wychował. Natomiast za Betlejem przemawia fakt, że jest to Jego miejsce urodzin. Orygenes wysuwa zatem tezę, że brak nazwy miasta może świadczyć, iż autor ma na myśli całą ówczesną Judeę, w której Jezus został zlekceważony. Jego słowa nie zostały przyjęte. 

Akcja wydarzenia ma miejsce najprawdopodobniej w dzień szabatu. Jezus udaje się do synagogi. W synagodze istniała pewna procedura. Żyd po przybyciu do synagogi oddawał się prywatnej modlitwie. Po niej wspólnie recytowano tzw. Szema (jest to swoiste wyznanie wiary: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym…”, por. Pwp 6, 4nn) oraz inne modlitwy. Po nich następował centralny punkt zgromadzenia: odczytywano tekst Tory i Proroków. Po tej lekturze następowała homilia. Można przypuszczać, że w ramach tej homilii Jezus zaczął nauczać. 

W pierwszym momencie słuchaczy ogarnęło zdumienie. Dziwili się, skąd u niego taka wiedza i moc cudotwórcza. Zaczęli spekulować – przecież znamy Go, znamy Jego rodziców, rodzinę… A rodzina Jezusa nie odznaczała się czymś nadzwyczajnym od pozostałych galilejskich rodzin. Nie wygrawerowali także sobie tabliczki z napisem: „Tu mieszka niezwykła Rodzina”!

Te pytania pozostawione bez odpowiedzi szybko zamieszały im w głowach tak, że zaczęli „powątpiewać o Nim”. Warto zatrzymać się jeszcze przez chwilę nad tą sytuacją. W naszym życiu zapewne również pojawiają się różne pytania dotyczące wiary, Boga, Kościoła, przykazań… Pozostawione bez odpowiedzi mogą powodować rozmaite wątpliwości. Zatem trzeba szukać. Trzeba pytać i oczekiwać odpowiedzi na te pytania. 

Ciekawym polem do konwersacji są lekcje katechezy. Tak, wiem co mówię! I to na każdym etapie edukacji szkolnej: podstawowej, gimnazjalnej (jeszcze przez dwa lata) czy średniej. Dziecko czy młodzież często nie postawi „odważnego” pytania swoim rodzicom (z różnych powodów), ale księdzu na katechezie tak. Również podczas rozmów ze studentami, którzy w przerwie miedzy zajęciami podejmują niezwykle interesujące rozmowy. Ludzie w młodym wieku, a już niejednokrotnie bardzo poranieni moralnie. W trudnych momentach życiowych, z różnymi pytaniami i wątpliwościami dotyczącymi wiary. 

Wracając do tekstu Ewangelii: wątpliwości u słuchaczy Jezusa mają swoje konsekwencje – Jezus nie może zdziałać wielu cudów. Możemy zapytać: dlaczego? Bowiem cuda domagają się wiary! Cóż zatem począć, kiedy rodzą się wątpliwości? Przypomina mi się zasłyszane przed laty łacińskie przysłowie: „dubitando ad veritatem pervenimus” – „wątpliwość jest drogą do prawdy”. Umiejętność właściwego formułowania wątpliwości pomaga człowiekowi odkrywać prawdę, ale także prowadzi do stawiania konstruktywnych pytań, które niepozostawione bez odpowiedzi, pomagają w głębszym jej zrozumieniu. 

Jezus czasem swoim uczniom zarzuca „małą wiarę”. Chce ich zmobilizować do jej pogłębiania, do rozwiewania wątpliwości. Pięknym aktem strzelistym dla szukających odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące wiary mogą być słowa wypowiedziane przez ojca, którego syn miał „ducha niemego”: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (zob. Mk 9,24). 

 

Przeczytaj również >>Dzieci i żywioły<< Eweliny Gładysz.