Zdarzyło się, że Jezus, zmierzając do Jeruzalem, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!». Na ten widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!». A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?». Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».

 

Jezusa najbardziej chyba zabolało to, że jedynym, który Mu podziękował za uzdrowienie, był cudzoziemiec pochodzący z Samarii. Pozostałych dziewięciu, najprawdopodobniej Żydów, odeszło bez słowa podzięki. Wdzięczność jest bardzo ważną cechą. Otrzymujemy od Boga często tak wiele, a nie potrafimy tego docenić. Może nie żyjemy w domach, jakie sobie wymarzyliśmy, ale mamy dach nad głową i ciepłą strawę. A ilu jest na świecie takich, którzy tego nie mają. Kilka lat temu miałem okazję odwiedzić w Donbasie na Ukrainie miejsca dotknięte wojną. Zniszczone domy i poranieni dramatem wojny ludzie. Gdy wraca się z takich miejsc, dziękuje się Bogu za to, co się ma i gdzie się mieszka. 

Jesteśmy świadkami tego, co rozgrywa się na granicy polsko-białoruskiej. Sfrustrowani emigranci, którzy stali się zakładnikami w rękach dyktatora. Co mogą przeżywać ci ludzie?

Na świecie jest tak wiele miejsc, w których panuje ból i cierpienie. Obyśmy umieli zawołać: „Jezusie Mistrzu, ulituj się nad nami!” i potrafili dziękować Bogu za każdy dzień, który możemy rozpocząć i zakończyć.