Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych".

 

Wielu ludzi po prostu nie chce przyjść na imprezę, ale oni tej perykopy teraz nie czytają :).

Skoro to czytasz, to jesteś zainteresowany sprawami Bożymi. Jestem przekonany, że dużo w tym temacie robisz i zachowujesz poziom lepszy niż ja. To, co chcę powiedzieć, nie ma na celu wytykać Ci czegokolwiek lub pokazywać czego Ci brakuje. Myślę, że to jest sprawa ogólna, dotycząca wszystkich powołanych do życia Bożego. Nie sztuka się załapać na imprezę, sztuka wziąć w niej udział. Wielu jest powołanych, Ty jesteś powołany…

Czasami tak tęsknimy i wyczekujemy spotkania z Bogiem, że przegapiamy, kiedy się rozpoczyna… Niekiedy tak się zakręcimy sprawami nurtującymi nasze serce, że przegapiamy całą Jego obecność. Myślę, że jeśli by się spokojnie przyjrzeć, to zobaczymy to zagrożenie wyraźnie. Bóg stoi przy mnie. Z całą swoją nieograniczoną uwagą mi się przygląda, mówi przyjacielu... A mnie nie ma w tym spotkaniu. Ja teraz akurat nie biorę udziału w weselu. Jesteśmy razem, a mnie nie ma do tego stopnia, że aż Bóg pyta: "jak tu wszedłeś w takim stanie"? Każdemu zdarza się choć raz powiedzieć "o gdyby Bóg mi się objawił i do mnie przemówił..., gdyby mi dał taki dar lub charyzmat, gdybym miał poznanie, o co chodzi w tym fragmencie Biblii lub z tym dogmatem..." I czekamy, podczas gdy wesele trwa w najlepsze. Czekamy, patrząc w okno, czekamy w innej sali, na korytarzu, przed domem weselnym, zamyśleni lub zatroskani... Jakie to ma znaczenie? Ucieka nam wesele. Ono trwa i właśnie nam ucieka sprzed nosa.

Okazuje się, że w Bożym planie nie trzeba się starać o to, by się załapać na wesele – wielu jest powołanych. Bóg zadbał o to, żeby wszystko najpierw za nas przygotować i zrobić. On oczekuje, abyśmy wzięli udział w tym spotkaniu. On tak bardzo pragnie, abyśmy byli wybrani. Abyśmy po prostu byli z Nim, abyśmy pozwolili włożyć sobie dary do ręki. Jestem, mówi Bóg. Jak pięknie, gdybym wtedy powiedział: ja też jestem mój Przyjacielu. Jaka to musiałaby być radość… Hej, żebym znowu nie przegapił spotkania! Otwórz oczy! On jest, ty jesteś – wejdź do radości Pana Twego!