Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób przynieść go, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: „Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: „Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga?” Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: „Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy powiedzieć: "Wstań i chodź?" Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” — rzekł do sparaliżowanego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga.

 

Ilekroć czytam lub słyszę ten fragment Ewangelii zadaję sobie pytanie, czy obok siebie mam takie osoby, których wiara byłaby dla mnie nośnikiem Bożego miłosierdzia? Czy moja wiara jest taką wobec tych, których dał mi Pan?

Niewątpliwie możemy dziś na nowo przypomnieć sobie, jak wiele może nasza wiara. Z jednej strony jest źródłem radości i ogromnej nadziei, a z drugiej odpowiedzialności, bo przecież wiara to dar, to łaska, której nie posiadają wszyscy. Co więcej, to bardzo kruchy, delikatny dar, który nie jest dany raz na zawsze.

Dziękując za łaskę wiary prośmy, by Bóg w swoim miłosierdziu nieustannie nam jej przymnażał.