Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki. I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.

 

„Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni”. Jak to? Czyżby Jezus miał trudności z rozróżnianiem monet i ich wartości? A może to dlatego, że – jak czytamy we wstępie do dzisiejszego fragmentu Ewangelii wg św. Łukasza – dopiero co podniósł oczy?

„Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”. Faktycznie, łatwo jest być hojnym, wspaniałomyślnym, kiedy mamy czym dysponować. Można wtedy nawet wpaść w pewnego rodzaju samozachwyt czy samouwielbienie. O wiele trudniej podzielić się, kiedy nie dysponujemy żadnym nadmiarem. Przenosząc to rozważanie na naszą rzeczywistość, można zaryzykować stwierdzenie, że prawdopodobnie Panu Bogu milszych jest np. parę chwil modlitewnego skupienia wykrojone z niedostatku czasu gdzieś między obowiązkami niż nawet długie modlitwy, kiedy tego czasu mamy wiele. Nie bójmy się dawać z naszego niedostatku. Amen.