Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: "Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem". Lecz On mu odpowiedział: "Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?" Powiedział też do nich: "Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia". I opowiedział im przypowieść: "Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?" Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga".

 

Pełne nadziei przesłanie płynie z dzisiejszej Ewangelii. Streścić je można w słowach „życie nasze nie zależy od tego, jak wiele dóbr posiadamy”. Właściwie nie wiadomo, kto i dlaczego zwraca się do Jezusa z prośbą o wstawiennictwo w sprawie spadku (Łk 12, 13). Odpowiedź Jezusa może nieco dziwić. Z jednej strony wydaje się, że unika odpowiedzi wprost, z drugiej zaś przypowieść, którą opowiada przy tej okazji, zdaje się być odpowiedzią jak najbardziej jasną, choć pewnie dla pytającego trudną do przyjęcia – ale tego możemy się jedynie domyślać. 

Współczesna kultura nazywana jest „kulturą posiadania”, czyli znaczysz tyle, ile posiadasz. Obserwujemy to na wielu płaszczyznach naszego społecznego życia. Wystarczy się przypatrzeć małym dzieciom, które opływają w tysiące zabawek, kolorowych ubranek itp. Rodzice inwestują w dzieci i zdaje się im, że im więcej im zaoferują, tym lepszy życiowy start będą miały. I dobrze, i właśnie w ten sposób zaczyna się życie zwane „mieć”. Sam pamiętam pierwsze lata szkoły, kiedy w klasie najważniejszy był ten, kto miał więcej kredek w piórniku, większy rower, bardziej świecące adidasy. I nie chodzi w tym momencie, aby cokolwiek ograniczać dzieciom albo im zabierać – niech mają, i dzieci, i rodzice. Sprawa leży z jednej strony w czymś pozornie odległym od tej kwestii, z drugiej jednak silnie z nią związanym, a co nazywa się materializmem. Niestety, kochamy posiadać, wszystko i na wszelkie sposoby. A Jezus dziś w Ewangelii stwierdza wprost, że nasze życie nie jest zależne od tego, co posiadamy (Łk 12, 15).

Podobnie jest i z ubóstwem. Źle przeżywane, z zawiścią i pogardą dla świata i Boga może zniszczyć każdego człowieka. Jak wielu biednych ludzi żyje pożądaniem posiadania. Całe ich życie to wielki żal, że inni mają więcej, że innym się lepiej powodzi, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Znamy takich ludzi, którzy wciąż mówią o pieniądzach, a właściwie o tym, że ich nie mają albo mają niewystarczającą ilość. Pamiętam pewną starszą dystyngowaną damę, sympatyczną, nawet miłą, lekko schorowaną. Niestety, wciąż mówiła o pieniądzach, że dzieci skąpe, że sąsiedzi niewrażliwi na biedę drugiego, że ksiądz nie pomoże, a samochodem jeździ. Tacy potrafią zatruć życie innym. Przebywając wśród takich, od razu można poczuć się winnym, że się coś posiada. 

Trudno powiedzieć, dlaczego jedni są bogaci, a inni biedni. Może właśnie sytuacja z dzisiejszej Ewangelii podsuwa jedną z możliwych odpowiedzi – ktoś dostaje spadek i staje się bogaty, inny nie ma szans na podobny spadek. Niektórzy są biedni, bo mało pracują, inni są biedni pomimo ogromnego wysiłku, zaangażowania w pracę. Są i bogaci, którzy takimi się urodzili i mogą całe życie leniuchować, ale są też bogaci, którzy każdy grosz wypracowali w pocie czoła. O co więc chodzi Jezusowi w dzisiejszej Ewangelii?

Nieważne, ile posiadasz, czy jesteś bogaczem, czy ubogim. Z pewnością pieniądze potrafią skutecznie zaślepić, a ubóstwo zatruć całe życie. Czy jest wobec tego jakieś wyjście z tego typu sytuacji?

Kohelet w pierwszym czytaniu przypomina nam mądre słowa: „marność nad marnościami” (Koh 1, 2). Przejmują słowa autora, który stwierdza: „Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność” (Koh 2, 22-23). Nie znał poszukujący sensu życia Kohelet całej prawdy, gdy pisał powyższe słowa. Dzięki Objawieniu Bożemu dziś już wiemy, że nie wszystko jest marnością. W Jezusie Bóg objawia człowiekowi pełnię splendoru swej chwały, a wszelką marność przemienia. To, co do tej pory jawiło się tylko jako marność, nabiera nowego znaczenia, o ile powiązane zostanie ze zbawczym dziełem Jezusa. Paweł pięknie to tłumaczy w drugim dzisiejszym czytaniu, stwierdzając, że Jezus Chrystus jest naszym życiem! (Kol 3, 4). Jak mocno korespondują słowa Pawła z przypowieścią Jezusa o spichlerzach. Jezus stwierdza: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?” Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga” (Łk 12, 20- 21). Paweł dopowiada: „Zadajcie więc śmierć temu, co przyziemne w członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Nie okłamujcie się nawzajem, bo zwlekliście z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekliście nowego, (…) wszystkim we wszystkich jest Chrystus” (Kol 3, 5-11).

W świetle dzisiejszych czytań możemy stwierdzić, że tym, co się liczy, jest bycie z Chrystusem, czy w biedzie, czy w ubóstwie, nie ma to większego znaczenia, liczy się miłość, relacja z Tym, który jest zawsze większy od największych spichlerzy i najbardziej ubogi spośród najbardziej ubogich. Chrystus Król, który „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, (…) uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 6-8) zaprasza nas dzisiaj do relacji z sobą i zapewnia nas, że w Nim, jako nowi ludzie, mamy wszystko!