Przyzwyczaiłam się trochę, że będąc w domu z dziećmi, zasadniczo chodzę w dresie. Lubiane przeze mnie kiedyś buty na obcasie i sukienki zamieniłam na strój bardziej swobodny i nie ukrywam – polubiłam go. Co nie oznacza, że nie lubię od czasu do czasu ubrać się bardziej elegancko. Nie tylko strój w naszym domu zmienił się wraz z pojawieniem się dzieci. Pewne zwyczaje, rytm dnia, organizacja domu – wszystko zostało niejako podporządkowane dzieciom. Myślę jednak, że jest to etap przejściowy, dopóki dzieci są zwłaszcza małe. W naszych rodzinnych domach jako dzieci mieliśmy więcej obowiązków, ale i większą świadomość, że życie nie toczy się tylko wokół nas samych, również czuliśmy większą odpowiedzialność za dbanie o dom i już sami, w jakiś jeszcze pewnie ograniczony sposób, organizowaliśmy sobie czas. 

Dzisiaj staramy się dość często, myślę, robić trochę wyjątków od naszej rutyny. Chyba jak wszystkich pandemia i nas trochę ograniczyła i dobiła psychicznie. Pomimo że nasza codzienność jest nieraz bardzo inspirująca i wiemy, że bez tych doświadczeń wiele byśmy nie osiągnęli, nie poznali siebie i swoich możliwości, to jednak czasem mierzymy się z pewną nostalgią, by móc spędzić czas bez planu. I bardziej mam na myśli nas, rodziców, jako małżonków.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że to, co spaja rodzinę, to więź, która łączy małżonków. A przynajmniej powinna. A nie, jak to czasem bywa, że tylko dzieci, a później to się zobaczy. I wcale nie chodzi tu zupełnie o sferę intymną. Owszem ona też wymaga po narodzinach dziecka troski, może i omówienia. Wydaje mi się, że dużo trudniej jest utrzymać więź, która nawiązała się przed etapem dzieci. Kiedy ludzie się ze sobą przyjaźnili, cieszyli się swoją obecnością, nawet nierobieniem czegoś wyjątkowego. I był również czas i na wyjątkowość, i spontaniczność. Trochę z niepokojem zauważam, że niektórzy rodzice wpadają w pułapkę życia życiem swoich dzieci. Wiadomo, to staje się czymś zupełnie naturalnym, że przestawiamy się na inny tryb funkcjonowania. Jednak gdzieś po drodze można zagubić to, co dało początek rodzinie. Dlatego z wielkim zachwytem przyglądam się małżeństwom, które na pierwszy rzut oka wcale nie mają od nas prościej, ale potrafią oddzielić te dwa światy – małżeństwo i dzieci. Nie chodzi nawet o umawianie się, że raz na jakiś czas gdzieś się razem wyskoczy – czy do kina, czy do restauracji. Ale może ten zwyczaj spowoduje, że się trochę za sobą zatęskni, na nowo odkryjemy potrzebę bycia żoną i mężem.

Podejrzewam, że dla większości rodziców takim momentem, na który może i z utęsknieniem się czeka, jest po prostu wieczór. Trudno czasem zorganizować coś spektakularnego. Prawie każdy nasz dzień przypomina słynny dzień świstaka. A przy małych dzieciach wieczór czasem zamienia się już w noc. Niemniej jednak to pora, kiedy pomimo zmęczenia większość rodziców stara się ten czas spędzić ze współmałżonkiem. Wiadomo, że najczęściej ma się ochotę po prostu odpocząć, porozmawiać o tym, co nas spotkało w ciągu dnia, czy w spokoju zjeść późną kolację. 

Można się spierać, czy wspólne siedzenie przed telewizorem to najlepszy i najbardziej wartościowy sposób na spędzenie czasu. Szczerze mówiąc, rzadko jest szansa obejrzeć coś, co nie jest bajką, dlatego wieczór filmowy nie jest zły. Z autopsji wiem, jak takie wieczory się kończą. Często pamiętam napisy początkowe, a potem długo nic. Ale w ten sposób jest szansa na kolejny wieczór filmowy. Zawsze można go urozmaicić o romantyczną kolację, planszówki, słuchanie ulubionej muzyki. Dopóki są chęci, warto szukać sposobów, by razem zakończyć dzień, i to w zgodzie. Poza tym sen również może okazać się czymś, co nas połączy. Czasami odczuwamy tak przeogromną potrzebę odpoczynku, że pozwolenie drugiej osobie na taki sposób spędzenia wieczoru, też, myślę, jest ważnym wyrazem naszej miłości.

Jednak współcześni rodzice to rodzice już z pokolenia wszechobecnego Internetu. I zapewne naszą zmorą jest zbyt długie przesiadywanie w telefonie czy przy komputerze. Ostatnio natrafiłam na ciekawy artykuł, który przedstawił badanie dotyczące zachowań polskich rodziców w Internecie. I okazuje się, że w godzinach 20:00 – 22:00, rodzice są najbardziej aktywni w Internecie, a zwłaszcza w social mediach. Wówczas udzielają się na forach rodzicielskich, piszą posty, oczywiście o swoich dzieciach, wymieniają się poradami, wrzucają zdjęcia z wakacji, urodzin dzieci. Co ciekawe, dniem, kiedy najczęściej są aktywni, jest czwartek. A dodam, że nasz felieton najczęściej ukazuje się właśnie w czwartki (link do artykułu). I tak się zastanawiam, skoro tak nam brakuje czasu w ciągu dnia na drobne przyjemności, trudno zaplanować randkę czy wyjście tylko dla siebie bez dzieci, to może czasem warto też wyłączyć wszelkie rozpraszacze. Nie jest łatwo, bo wiele z nich jest również naszym narzędziem pracy.

Starajmy się spędzać czas jakościowo, ale nie róbmy sobie zbyt wielkich wyrzutów za zwyczajność. Nie zawsze trzeba być najlepszym.