Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?» Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka.

 

Panie, czy chcesz?...

W obliczu niechęci Samarytan do przyjęcia Jezusa i Jego paru uczniów pojawia się u Jakuba i Jana oburzenie oraz chęć ukarania niegościnnych mieszkańców wioski. Zachowanie Samarytan jest bowiem całkowicie niezrozumiałe dla tych uczniów, którzy mają świeżo w pamięci cudowne rozmnożenie chleba, przemienienie na Górze Tabor oraz uzdrowienie epileptyka. Jeszcze brzmi w ich uszach wyznanie Piotra, że Jezus jest „Mesjaszem Bożym”, a ci nie chcą Go przyjąć? To było dla nich zbyt wielkie wyzwanie. I zapłonął w nich gniew.

Ale nawet wtedy, po ludzku w uzasadnionym oburzeniu, nie chcieli działać wbrew Jezusowi. Pytają o zgodę Jezusa. Pytają o to, jaka jest Jego wola. Nie poszli za swoimi emocjami. I chociaż ich plany co do wioski zostały surowo osądzone, to jednak samo zwrócenie się do Jezusa, Mesjasza Bożego, uchroniło ich przed poważniejszymi konsekwencjami pójścia za podszeptem gniewu. Pytanie o wolę Bożą uchroniło ich przed skrzywdzeniem wielu ludzi. Nie ukrywali swego gniewu, ale oddali go pod osąd Jezusa.

To wielka łaska – w poczuciu doznanej niesprawiedliwości, w obliczu niechęci, a nawet wrogości napotkanych ludzi nie poddać się złym emocjom i wypełnić wolę Bożą. Prośmy więc o łaskę przezwyciężania naszych zniechęceń i naszych odruchów wrogości wobec tych, którzy nie życzą nam dobrze, aby pragnienie pełnienia woli Bożej było dla nas największym pragnieniem.