Jezus powiedział do swoich uczniów: «Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi o wytrwałości i nieugiętości w modlitwie. Czytając ten tekst, widzę, że ważne jest najpierw wiedzieć, co się chce (chleb – co za symbolika). Sam, kiedy czegoś bardzo chcę, to choćby nie wiem, co się działo, to dopnę swego i to zdobędę. My, Polacy, wiemy, co znaczy coś zdobywać i walczyć do upadłego (tu odniesienie do czasów, kiedy towar był reglamentowany i na kartki).

Czy tak jest z naszą modlitwą? Sam widzę, że zbyt łatwo odpuszczam tematy na modlitwie i chcę brać sprawy w swoje ręce. Ciekawe jest to, że człowiek z przypowieści przychodzi do swojego przyjaciela w najmniej oczekiwanym momencie, jednak pomimo niesprzyjających okoliczności dostaje to, co chce, bo jest uparty i nie odpuszcza. My, modląc się, jesteśmy także często zaskoczeni okolicznościami naszego życia i to one właśnie nieraz niejako zmuszają nas do modlitwy. Jednak to, co najbardziej mnie porusza, to zakończenie tej historii, a mianowicie odpowiedź Boga na naszą modlitwę – otrzymanie Ducha Świętego! Wynika z tego, że tego nam najbardziej potrzeba. To jest główny i podstawowy cel naszej modlitwy – Pan Bóg nie daje nam ,,czegoś”, On udziela nam samego siebie. Bóg nie daje nam w modlitwie szybkich rozwiązań, gotowych odpowiedzi, ale zaprasza nas do wytrwałości i cierpliwości. Wtedy, każdego dnia otwierając się na Ducha Świętego, stopniowo odkrywamy, co jest dla nas tak naprawdę najlepsze.